Szczypta drożdży i morze mąki

Łk 13,20n

  • Narasta we mnie frustracja. Czuję się przytłoczony narastającą wokół agresją, zniecierpliwieniem, żalem, zwątpieniem, podejrzliwością. Moja wiara, że możemy żyć ze sobą w zgodzie i jedności, jest malutka jak szczypta drożdży wobec morza mąki. Na portalach społecznościowych przygniatają mnie dwie fale, które zdają się przeć z łoskotem na siebie. Pełne są zadufania we własną siłę i przekonania o monopolu na rację. Nie prowadzą one żadnego dialogu, tylko we własnym zamkniętym gronie umacniają się we własnych przekonaniach. Jeśli już spotkają się twarzą w twarz, argumenty w ich ustach szybko pierzchają przed wulgaryzmami i jadem potępienia.
  • Oglądam twarze bardzo młodych ludzi na zdjęciach z ulicznych demonstracji. Z sąsiedniego pokoju dolatują okrzyki awantury moich synów, którzy bezustannie ze sobą rywalizują i oskarżają o cokolwiek. Nie mogę pójść na łatwiznę i uciec do pracy na pół dnia, bo epidemia wtłoczyła mnie wraz z obowiązkami zawodowymi przed ekran domowego komputera. Trudno o ciszę i czas na refleksję, zwłaszcza że za chwilę żona będzie prowadzić tuż obok na laptopie zdalną lekcję gry na instrumencie. Potrzebuję tej ciszy. Pomimo przytłoczenia pragnę dostrzec w dzisiejszych czasach choć odrobinę dobra. Chociażby tak niewielką, jak ziarnko gorczycy.
  • Trzy palety mąki to olbrzymia ilość. Jednakże Jezus zapewnia mnie, że nie stanowi to żadnego problemu, jeśli znajdzie się choć szczypta zakwasu. Wszystko się zakwasi! Podobnie ziarnko gorczycy jest niewielkie. Jeśli jednak starczy mi cierpliwości, by doczekać się czasu owocowania, wkrótce schronię się w cieniu wielkiego drzewa. Ufam, że moi synowie i ci młodzi demonstranci, dojrzeją w końcu i wyrosną na dojrzałych ludzi. Ziarna dobra są w nich zasiane.
  • Choć zło panoszące się we mnie i wokół mnie przytłacza mnie, spoglądam w przyszłość. Królestwo Boże zatriumfuje!

Ewangelia (Łk 13, 18-21)

Jezus mówił: «Do czego podobne jest królestwo Boże i z czym mam je porównać? Podobne jest do ziarnka gorczycy, które ktoś wziął i posiał w swoim ogrodzie. Wyrosło i stało się wielkim drzewem, tak że ptaki podniebne zagnieździły się na jego gałęziach».

I mówił dalej: «Z czym mam porównać królestwo Boże? Podobne jest do zaczynu, który pewna kobieta wzięła i włożyła w trzy miary mąki, aż wszystko się zakwasiło».

Ze spieczonej ziemi

Iz 35,1

  • Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli! Błogosławieni również ci, co doświadczają cienia nocy, pustynnej spiekoty, a wciąż wierzą, że spoczywa na nich Boże błogosławieństwo. Jak Jan można mieć pewność, że właśnie Jezus jest tym oczekiwanym Barankiem Bożym. W tym samym momencie można jednakże przeżywać bolesne wątpliwości. «Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać?» Czy skok w przepaść wiary jest rozsądnym wyborem? Czy oddanie życia doczesnego nie wiąże się ze zbyt dużym ryzykiem, gdy nie dostrzega się życia wiecznego przez kotarę śmierci? Czy warto iść pod prąd, gdy tak realne jest zagrożenie bycia zdeptanym?
  • Chwile namacalnego doświadczenia Boga, usłyszenia Jego głosu są niezapomnianym przeżyciem. Potrafią dodać mocy na długie lata. Wiara rośnie, gdy na własne oczy widzi się, jak niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci zostają oczyszczeni, głusi słyszą, umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się Ewangelię. Zazwyczaj są to jednak tylko przebłyski światła. Zagubione oazy zieleni w bezgranicznej martwocie pustyni.
  • Żeby przejść od oazy do kolejnej studni wody żywej, przebyć wypada wiele kilometrów spieczonej ziemi. Niezaspokojone pragnienie wody wysysa wolę życia. Pan zapewnia mnie, że błogosławiony jest ten, kto nie zwątpi w Niego. Nie daje jednak forów. Ciemna noc wiary jest dłuższa niż noc polarna. Jan Chrzciciel zamknięty w lochach, nie mógł słyszeć na własne uszy nauczania Jezusa, nie mógł napawać wzrok widokiem nieziemskiej radości uzdrowionych, nie nasycił się cudownie rozmnożonym chlebem. Do ostatniej chwili swego życia skazany był na mrok ciemnicy.
  • Tak i wy bądźcie cierpliwi i umacniajcie serca wasze, bo przyjście Pana jest już bliskie. Mobilizuje mnie Jakub. Pan jest blisko, ale tysiąc lat w Jego oczach jest jak wczorajszy dzień, który minął albo straż nocna. Moja cierpliwość ma się nijak do Jego cierpliwości. Czekam zatem, bo cóż innego może mi podpowiadać moja wiara? Czekam, dopóki nie spadnie deszcz wczesny i późny. Deszcz Jego łask, lekkiego powiewu Jego obecności.
  • Pokrzepcie ręce osłabłe, wzmocnijcie kolana omdlałe! Powiedzcie małodusznym: odwagi! Nie bójcie się! Jeszcze tylko parę kroków, może jeszcze jedna wydma do pokonania. Wkrótce kolejne święta! Może w końcu i ja dojrzeję do radości? Może i ja dojrzę wyraźnie chwałę Pana, wspaniałość naszego Boga? Nawet najmniejszy w królestwie niebieskim jest wszak błogosławionym. Wierzę w to i wciąż ufam.

Czytania na dziś

Gdy na głowę walą się z mozołem wznoszone mury.

Łk 21,21

  • Czytając karty Ewangelii, można poczuć klimat Judei z tamtych lat. Wypieszczana przez budowniczych Świątynia tętniła życiem. Stronnictwa polityczne zażarcie walczyły o dominującą rolę. Faryzeusze z uczonymi w Piśmie i z saduceuszami wydzierali sobie ludzkie umysły i dusze. Tetrarchowie stwarzali pozory, że rządzą. Prokuratorzy rzymscy lawirowali pomiędzy korzyściami i wadami życia w cieniu wielkiego Rzymu. Celnicy budowali swoje małe fortuny, arcykapłani dzielili swoją uwagę pomiędzy czystością wiary, a dobrze kręcącym się biznesem na dziedzińcu pogan. Życie toczyło się wartko wprost do nieuniknionej zagłady. Lecz zdecydowana większość mieszkańców Jerozolimy tego nie dostrzegała pochłonięta swoimi sprawami. Gdy nastał wielki ucisk i miasto zostało zdeptane przez legionistów ich świat runął. Mdleli ze strachu, gdyż innego świata nie znali. Czuli, że pozostaje im tylko nicość. Bezradnie szli pod miecz nie mając żadnej nadziei.
  • Spoglądając na pędzący do przodu współczesny świat, dostrzegam w nim wiele lęku i tak mało nadziei. Tak wielu łapczywie karmi się tym, co oferuje im konsumpcyjna rzeczywistość. Biorą więcej, niż mogą utrzymać, więcej niż potrzebują, niż kiedykolwiek zużyją. Gdyż podświadomie czują, że wkrótce wszystko się może skończyć. Łapią dzisiejszy dzień i nie myślą o jutrze. By oswoić czający się podskórnie lęk, próbują nadać mu imię. Chcą go oswoić i ogarnąć rozumem, który tak dobrze im służy. Zmiany klimatu, mknący ku ziemi meteoryt, epidemie… Sądzą, że zdołają powstrzymać nadchodzący kres. Ale nadziei wielkiej nie mają.
  • Jezus otwiera swoim uczniom oczy. Nie kryje nadchodzącej katastrofy. Nie mydli oczów, że właściwie nic się nie stanie groźnego. Z troską przekazuje praktyczne wskazówki jak ocalić swoje życie w czas wojennego gwałtu. Chrześcijanie, przestrzeżeni przez swojego Mistrza, nie skryli się w mieście skazanym na porażkę, lecz rozeszli się po całym świecie. Ewangelia niejako mimochodem zaczęła się rozprzestrzeniać. Chwila, gdy mury waliły się na głowę, okazała się początkiem triumfalnego marszu pod sztandarem krzyża.
  • Nie łudzę się, że ominą mnie w przyszłości wszelkiej maści kryzysy i dramaty. Ale z nadzieją spoglądam w przyszłość, gdyż jestem przekonany, że Jezus ma moc, by nawet z największego zła wyciągnąć dobro. Ufam Mu. Mogę zatem nabrać ducha i podnieść wysoką głowę. Spoczywając w troskliwych dłoniach Pana, armagedon nie jest już sytuacją beznadziejną. Ale granicą, za którą jest wieczna chwała.

Ewangelia (Łk 21, 20-28)

Powtórne przyjście Chrystusa

Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza

Jezus powiedział do swoich uczniów:

«Skoro ujrzycie Jeruzalem otoczone przez wojska, wtedy wiedzcie, że jego spustoszenie jest bliskie. Wtedy ci, którzy będą w Judei, niech uciekają w góry; ci, którzy są w mieście, niech z niego uchodzą, a ci, co po wsiach, niech do niego nie wchodzą. Będzie to bowiem czas pomsty, aby spełniło się wszystko, co jest napisane.

Biada brzemiennym i karmiącym w owe dni! Nastanie bowiem wielki ucisk na ziemi i gniew na ten naród: jedni polegną od miecza, a drugich zapędzą w niewolę między wszystkie narody. A Jeruzalem będzie deptane przez pogan, aż czasy pogan się wypełnią.

Będą znaki na słońcu, księżycu i gwiazdach, a na ziemi trwoga narodów bezradnych wobec huku morza i jego nawałnicy. Ludzie mdleć będą ze strachu w oczekiwaniu wydarzeń zagrażających ziemi. Albowiem moce niebios zostaną wstrząśnięte. Wtedy ujrzą Syna Człowieczego, nadchodzącego w obłoku z mocą i wielką chwałą. A gdy się to dziać zacznie, nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie».