Po wszystkie dni.

Mt 28,28

Bouveret_Last_Supper

Nie mam się czego lękać, gdy ścieżka życia przemienia się w bolesną drogę krzyżową. Nie mam się czym trwożyć, gdy żegnają się ze mną szyderstwem ostatni przyjaciele. Zbędny jest mój niepokój, gdy do ust biorę ostatni kawałek chleba. Jest trudno – rozsądnie nie zaprzeczam. Głupotą jest zaklinanie rzeczywistości podgwizdując sobie pod nosem „Don’t worry, be happy!”. Jeśli się nawet wszystko wali wokół mnie. Jeśli już w sobie nie mam ani krzty siły do walki, nie mogę jednak zwątpić i upaść na wieczne niepowstanie.

Jezus jest bowiem ze mną. Po wszystkie dni, aż do skończenia świata. Po to ze mną cierpi, bym nie czuł się porzucony przez wszystkich. Po to ze mną wystawia twarz na oplucia, bym nie skreślił się definitywnie we  własnych oczach, jako ten najgorszy. Po to, bez umiaru, karmi mnie białymi opłatkami Swego Ciała, bym nie uległ głodom nękającym me ciało i nie znajdującym zaspokojenia w czymkolwiek innym na tym świecie. Po to umiera, aby być ze mną, gdy pozostaję już martwy.

Jezus w końcu zmartwychwstaje, by pociągnąć mnie z powrotem do życia.

W tym świętym Triduum Paschalnym życzę wszystkim swoim znajomym i nieznajomym, aby przeżywanie w wierze tych tajemnic męki i zmartwychwstania Jezusa, pozwoliło wam wszystkim zanurzyć się w miłości Bożej. Niech moc płynąca z obecności Zwycięzcy śmierci, piekła i szatana, przeprowadzi was z wszelkiej ciemności do blasku życia.

Jakim prawem?!


Poniedziałek w 3 tygodniu Adwentu.

O mój Jezu! Ty znasz te chwile, gdy w rozżaleniu wyrywa się z moich ust sprzeciw. Jakim prawem to ode mnie wymagasz? Czemu do tego dopuściłeś? Czy Ty mnie faktycznie kochasz? Jęczę przygnieciony niepowodzeniami, które wyzywająco nazywam dopustem bożym.

Jakim prawem?! Nie bądź taki drobiazgowy, nieludzki! Przecież to taki drobiazg.Wyrywa się z rozpalonych ust, gdy pokusa, tracąc cierpliwość, rozpala moje ciało gorączką chcicy.

Czym różnię się wtedy od Kajfaszów i Annaszów? Od czarnego marszu walczącego o wyłączne prawo do własnego brzucha? Od tęczowego korowodu, ryczącego jakim prawem Kościół ma decydować kto z kim może iść do łóżka? Czy waga problemu zmienia fakt, że sprzeciwiam się Bogu? Że kwestionuję Jego prawa?

A Ty Jezu odpowiadasz mi pytaniem, na pytanie. Tak cichutko, jak słabo słyszalny jest głos sumienia. Zagłuszany na wszelkie możliwe sposoby.

Czy te reguły, przeciw którym się buntujesz, to ludzki wymysł, wtłaczany złośliwie od najmłodszych lat? Czy to tylko kampania tych w czarnych kieckach? Czy też ten głos sumienia, który w tobie jest, pochodzi od Boga samego? Rozstrzygnij jak Hiob. A jeśli odpowiedź ci się nie spodoba i wraz z Kajfaszem zaprowadzisz mnie na krzyż, to nawet z niego będę Cię budził z gorączki pytaniami.

Ludu mój, ludu, cóżem ci uczynił, czemże zasmucił, albo czem zawinił?

Wytrwałość

33 Niedziela zwykła rok C

sm_goldenhair.jpg

 

Jak bardzo wiele brakuje mi do człowieka nadziei. A przecież tylko człowiek przepełniony autentyczną nadzieją, wolny będzie od lęku i będzie miał odwagę do dawania świadectwa. Wbrew wszystkiemu i wszystkim. Przytłoczony własnymi słabościami i ograniczeniami, wciąż boję się, że mogę utracić to, co jeszcze mi zostało. Że nieprzemyślanym słowem lub gestem zniechęcę do siebie innych. Że czyjaś krytyka obedrze mnie z reszty poczucia godności. Że nieprzewidziany wydatek pozostawi pustkę w portfelu. Że bezsensowny zakaz pozbędzie mnie ojcowskiego autorytetu. Że ślęczenie nad marudzącym nad lekcjami synem pozbawi mnie wolnego czasu. Wymieniać tych lęków mogę w nieskończoność. Tylko w lęki jestem bogaty.

A przecież każdy włos na mojej głowie jest policzony i cenny w oczach Pana. Jak wszystko co w moje ręce złożył Bóg na drodze życiowego powołania. Również krzyż słabości i lęków, który mam nieść wytrwale, choć ciąży niemiłosiernie. Jezus gotów jest nieść go razem ze mną. Jak Szymon z Cyreny. Bylebym tylko, wbrew lękom i broczącym krwią ran, nie ustawał w drodze do celu.

Tylko w ten sposób – przez wytrwałość – nie dam się przygwoździć gdzieś po drodze. Bez sensu. Tylko w ten sposób złe wiadomości nie ogłuszą mnie. A każdy dzień, nawet ten ostatni, nie będzie końcem świata, ale początkiem czasu łaski.