Tak samo, a jednak inaczej.

Łk 1,26-38 KKK 4-7

  • Dzisiejszy tekst ma tak wiele wspólnego z wczorajszym. Ten sam archanioł Gabriel pojawia się w niespodziewanym momencie, czym wzbudza lęk. Dwa razy uspokaja swoich rozmówców słowami „Nie bój się!” po czym obwieszcza niewiarygodną dobrą nowinę o cudownym poczęciu jeszcze cudowniejszego Dziecka. Dwa razy w odpowiedzi spotyka się z reakcją zaskoczenia tą przedstawioną perspektywą. Dwa razy też słyszy o okolicznościach stojących okoniem do zapowiadanych faktów, które właśnie się stają. „Jak to się stanie, przecież…”. Dwa niemal jednakowe wydarzenia – przeżycia mistyczne. Tak samo, a jednak inaczej.
  • Czasami nachodzi mnie myśl podszyta zazdrością. Dlaczego inni doświadczają takich niezwykłych przeżyć podczas modlitwy, a ja nie. Przecież tak samo się  modlę, tak samo całym sobą otwieram się na działanie Boga, uważnie się wsłuchuję… Kiedyś słyszałem opowieść mojej przyjaciółki, która opowiadała o okolicznościach odkrycia swojego zakonnego powołania. Była prowadzona niemal za rękę, prowadziła ożywioną dyskusję z Jezusem, którego głos słyszała bardzo realnie. Przeżywała cudowny „miodowy miesiąc”, aż trafiła do zgromadzenia we Francji o którym wcześniej nawet nie słyszała. Potem ten czas się skończył. Ma jednak stuprocentową pewność, że droga na którą wstąpiła przerywając studia w Krakowie jest jak najwłaściwszym wyborem. Wyborem – literalnie rzecz jednak biorąc – wyrażoną zgodą. Dostrzegam tu spore podobieństwo do obydwu scen zwiastowań.
  • Ja takich bezpośrednich objawień nigdy nie miałem. Wiem – moja misja jest nieporównywalna. Do Maryi i Zachariasza przybył sam adiutant Pana Boga – jeden z siedmiu stojących stale u Jego boku. Nie oznacza to jednak, że i do mnie (i do ciebie) Bóg bezustannie posyła swoich posłańców. Nazwa anioł to właściwie stanowisko, funkcja. Oznacza właśnie posłańca przekazującego wiadomość. Kto wie? Ileż razy sam byłem wyznaczony do spełnienia misji anioła niosącego słowa pociechy, przynaglenia, inspiracji, przestrogi… Bardzo często nawet tego nie jestem świadomy. Z pewnością wielu takich aniołów prowadziło mnie przez te 52 lata życia. Mogły to być słowa Pisma Świętego, jakaś dobra lektura lub artykuł, przykład innych kolegów, którzy zostali ministrantami przede mną. Tysiące innych.
  • Najwięcej aniołów spotkałem w czasie rekolekcji oazowych. Pamiętam dobrze Anetę, która jako mój sekretny przyjaciel codziennie podsyłała mi anonimowe karteczki i obrazki z wyrazami uznania, z zachętami, z promykami słońca. Byłem wtedy straszliwie pogrążony w mroku i zakompleksiony na maksa. Uważałem, że jestem do niczego, nikt mnie nie kocha. Zawodzę wszystkich, z Bogiem i rodzicami na czele. Jestem skończonym kretynem, który marnuje wszystkie swoje talenty. Jej karteczki, niejako wymuszone losowaniem, były balsamem, które uczyniły ze mnie troszeczkę bardziej normalnym człowiekiem. Oczywiście się w niej zakochałem. Była pierwszą dziewczyną, której o tym powiedziałem. Towarzyszyła mi na studniówce. Nic z tego nie wyszło. Tak naprawdę pokochałem wtedy siebie, odkryłem piękno życia. Dostrzegłem dary, które przygotował dla mnie Bóg. To było moje zwiastowanie.
  • Wszyscy moi bliscy dobrze wiedzą, że odzywam się rzadko. Jeśli w końcu otwieram usta, zazwyczaj coś palnę, że rozmówcy na chwilę milkną. Niestety są to często złośliwe docinki. Czasami skrzydlate słowa lub naukowe ciekawostki poszerzające horyzonty. Katechizm w kolejnych punktach zwraca uwagę, że moje słowa mają też inną ważną rolę. Mają być nośnikiem wiary. Choć wcale tego nie planowałem, dostrzegam po tych trzech odcinkach, że ten cykl zamiast bycia standardowym komentarzem przyjął formę osobistego świadectwa wiary. Do takiego świadectwa słowem i postawą życiową bezustannie przynagla nas Kościół. A Duch do tego uzdalnia w niesamowity sposób. Mam świadectwa, że im bardziej nie wiedziałem o czym ja właściwie pisałem na tym blogu, tym większe były szanse, że gdzieś zakiełkowało wśród moich czytelników dobro. Zamiast być mądralą, inkwizytorem, wujkiem Dobra Rada, niepostrzeżenie wyrastały mi skrzydła. Jak Anecie w Sulmierzycach na oazie I stopnia. Od tego, czy podejmę się misji bycia aniołem „zależy, nie tylko rozprzestrzenianie się Kościoła w świecie i jego wzrost liczebny, ale jeszcze bardziej jego rozwój wewnętrzny i jego zgodność z zamysłem.”
  • Różnica w zachowaniu Maryi i Zachariasza z pewnością w sporej mierze wynikała z katechezy jaką wynieśli w dzieciństwie. Imiona świętych rodziców Maryi przekazała Tradycja. Tylko Zachariaszowi archanioł musiał się przedstawić. Przerażenie kapłana było tak wielkie jakby zobaczył złego ducha. Ten sceptycyzm co do osoby posłańca przeniósł się też na postawę wobec wypowiadanego doń słowa. Dziś plaga sceptycyzmu wobec prawd wiary szerzy się w zastraszającym stopniu. Dotyka też moich synów. Czemu się tak dzieje? Szukać winnych trzeba zacząć od siebie. Czy jestem świadkiem wiary? Czy sam w sposób systematyczny i całościowy pogłębiam swoją wiedzę religijną? Jakże rozeznam Bożą wolę, rozpoznam aniołów przychodzących ze swoim przesłaniem, jeśli uznam, że katechizację zakończyłem w klasie maturalnej?