Za murem

  • Łatwo podzielić ludzi. Wybudować wysoki mur. Tu jesteśmy MY a  tam ONI. My – dobrzy, wierzący, tradycyjni. Oni – źli, odmieńce, Boga się nie bojący, nowinkarze. Szczęśliwi, że stoimy po dobrej stronie muru, z pogardą spoglądamy na tamtych. Z pogardą wypływającą z lęku. I ta słodka myśl – Nie jestem chyba aż taki zły, jak mi sumienie wypomina, skoro ONI są dużo gorsi. Za tym murem żyjemy w ciepełku tradycyjnej pobożności, wyssanej wraz z mlekiem matki, która tak niewiele przez to kosztuje. Wydaje się, że złapaliśmy Pana Boga za pięty, bo przecież Bóg z NAMI, któż przeciwko NAM! Jeśli imię Jezusa pada z drugiej strony muru, to z pewnością jest to obraza uczuć religijnych. Czekamy na Boże błogosławieństwo, na które z pewnością zasługujemy. I rzeczywiście, w naszym Kafarnaum zdarzają się uzdrowienia. Jest cudownie!
  • Tylko ten Jezus ciągle się wymyka. Pomimo zamkniętych dokładnie drzwi kościoła, przeskakuje przez wysoki mur na drugą stronę. Rwie się do tych odszczepieńców, jakby Mu źle u nas było. A przecież tam czeka na Niego zniewaga, oplucie, zgorszenie i krzyż. Co gorsza – siedząc okrakiem na wysokim murze, gestem przynagla nas do pójścia za Nim. Mamy głosić Dobrą Nowinę o królestwie Bożym INNYM! Mamy opuścić nasze ukochane miasto. Porzucić ciepełko. Zerwać się z kanapy.
  • Stoję w kręgu serdecznych przyjaciół. Trzymamy się wszyscy za ręce. „Dobrze, że jesteś.” Powtarzamy z niekłamanym zaufaniem. Mój wzrok pada na drzwi. Już tak dawno nikt nowy przez nie nie przeszedł. A może pora wyjść, by przestać się kisić wciąż w tym samym sosie?

Przeczytaj Ewangelię. (Łk 4, 38-44)

Aktywnie

Wpierw przeczytaj: Iz 6,1-8 oraz Mt 10, 24-33

żar

Źle się dzieje. Jest coraz tragiczniej. Za chwilę strach będzie się przeżegnać. Kolejny kraj legalizuje aborcję i związki homoseksualne, zamordowano kolejnego księdza… Ileż podobnych wieści słyszysz w ciągu tygodnia? Ileż razy spotykasz się z atakiem na Kościół? Jak często zdaje ci się, że słowa kapłan i pedofil to we współczesnej polszczyźnie synonimy? Pięć razy, dziesięć, sto?

A ile razy w tym samym czasie dałeś świadectwo Prawdzie? Kiedy ostatnio publicznie przyznałeś się do swego Boga? Niekoniecznie w zamkniętym kręgu kółka różańcowego – okopanego jak oblężona twierdza.

Kłamstwo powtarzane wielokrotnie rodzi w sercach wątpliwości. Kłamstwo, którym zostajemy zalani, z biegiem czasu staje się rzeczywistością. Tylko ten, który jest aktywnym, graczem ma szansę na powodzenie. Ci, co oglądają się na innych, z góry są skazani na porażkę.

Czy też zauważyłeś tę okoliczność, że wiara najpiękniej kwitnie w trudach i przeciwnościach? Kościół syty i opływający w przywileje rozleniwia się i w końcu gnuśnieje. Miało to miejsce w Zachodniej Europie, a teraz się staje na naszych oczach w Polsce.

Bierność. Bóg powołując nas na świadków, bezustannie jest aktywny. Inicjatywa jest po Jego stronie. On posyła z misją, a nie czeka, aż spłynie odpowiednia lista aplikacji, by mógł wybrać ze sterty CV. Jeśli tylko wyrazisz na głos swoje obawy i wątpliwości, jak Izajasz, nie skreśla cię od razu, nie wchodzi z tobą w dyskusję, nie oczekuje na twoje propozycje rozwiązania problemu. Kompromis to rzeczywistość obca Bożemu działaniu. Bliższy jest mu żar, który szybko i definitywnie wypala chorą tkankę.

Dlatego zdaj się na Niego, nie bój się wyjść przed szereg biernych, narzekających, letnich w wierze katolików. Lecz czyń pozytywny raban.

Nie chcę marudzić, nie chcę się skarżyć, kontratakować i wypatrywać z lękiem najmniejszych pozorów zła. Chcę powtarzać jawnie Dobrą Nowinę, która mnie dotknęła.

Oto ja, poślij mnie!

Które poginęły z domu.

Sobota w 1 tygodniu Adwentu.

fog-1208283_1280

Najprzyjemniej jest w gronie swoich bliskich. Otoczony znajomymi, podobnie myślącymi, czuję się bezpiecznie. Mogę swobodnie rozmawiać. Nie obawiając się gwałtownej polemiki. Mogę w takim gronie krytykować tych innych, inaczej myślących. Usłyszę tylko cichy pomruk aprobaty. I zanurzę się wraz z innym we wspaniałej atmosferze bycia tym lepszym.

Tymczasem Jezus posyła mnie właśnie do tych gorszych. Po to by ich zwalczać? By wytykać im błędy i obnażać ich zło? By piętnować odszczepieńców? Właśnie nie! Posyła mnie do nich, bo poginęli. Bardziej lub mniej świadomie zeszli ze ścieżki i gdzieś błądzą w cieniu. A ja swym światłem dobrego przykładu i miłosiernej troski, mam towarzyszyć im w powrocie na drogę do prawdziwego Światła.

Człowiek pijany na ulicy, sprawia jednak, że szybko przechodzę przez ulicę, by szerokim łukiem ominąć “trędowatego”. Nawet nie wiem, gdzie mógłbym spotkać narkomanów. Nie wyobrażam sobie, bym miał prowadzić z nimi jakąkolwiek rozmowę. Ale po co podawać takie ekstremalne przykłady. Czy stać mnie na dyskusję w gronie znajomych, gdy temat rozmowy schodzi na krytykę Kościoła, albo chrześcijańskich norm moralnych? Czy w ogóle z kimkolwiek “niezaangażowanym” rozmawiam na tematy religijne?

W Kościele często obserwuję lub sam prezentuję postawę zamkniętej twierdzy. Spotykamy się wyłącznie we własnym gronie, słuchamy i czytamy wyłącznie media katolickie. Tutaj my, a tam oni. Czy dlatego, tak się od nich odgradzam, że się ich boję? Czy też boję się, że gdy wejdę między wrony, zacznę krakać jak one? Marny ze mnie robotnik, jeśli boję się pracy do której jestem wezwany. A żniwo ciągle jest wielkie.