Za murem

  • Łatwo podzielić ludzi. Wybudować wysoki mur. Tu jesteśmy MY a  tam ONI. My – dobrzy, wierzący, tradycyjni. Oni – źli, odmieńce, Boga się nie bojący, nowinkarze. Szczęśliwi, że stoimy po dobrej stronie muru, z pogardą spoglądamy na tamtych. Z pogardą wypływającą z lęku. I ta słodka myśl – Nie jestem chyba aż taki zły, jak mi sumienie wypomina, skoro ONI są dużo gorsi. Za tym murem żyjemy w ciepełku tradycyjnej pobożności, wyssanej wraz z mlekiem matki, która tak niewiele przez to kosztuje. Wydaje się, że złapaliśmy Pana Boga za pięty, bo przecież Bóg z NAMI, któż przeciwko NAM! Jeśli imię Jezusa pada z drugiej strony muru, to z pewnością jest to obraza uczuć religijnych. Czekamy na Boże błogosławieństwo, na które z pewnością zasługujemy. I rzeczywiście, w naszym Kafarnaum zdarzają się uzdrowienia. Jest cudownie!
  • Tylko ten Jezus ciągle się wymyka. Pomimo zamkniętych dokładnie drzwi kościoła, przeskakuje przez wysoki mur na drugą stronę. Rwie się do tych odszczepieńców, jakby Mu źle u nas było. A przecież tam czeka na Niego zniewaga, oplucie, zgorszenie i krzyż. Co gorsza – siedząc okrakiem na wysokim murze, gestem przynagla nas do pójścia za Nim. Mamy głosić Dobrą Nowinę o królestwie Bożym INNYM! Mamy opuścić nasze ukochane miasto. Porzucić ciepełko. Zerwać się z kanapy.
  • Stoję w kręgu serdecznych przyjaciół. Trzymamy się wszyscy za ręce. „Dobrze, że jesteś.” Powtarzamy z niekłamanym zaufaniem. Mój wzrok pada na drzwi. Już tak dawno nikt nowy przez nie nie przeszedł. A może pora wyjść, by przestać się kisić wciąż w tym samym sosie?

Przeczytaj Ewangelię. (Łk 4, 38-44)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *