Pomocnicy.


Poniedziałek w 2 tygodniu Adwentu.

Gęsty, zbity tłum. Tłum ludzi, natłok spraw, przesyt bodźców, nadmiar obowiązków. Kłopoty, które nas przytłaczają, stres. Tak wiele rzeczy może mnie oddzielić od Jezusa. Nawet mimo najszczerszych chęci, by nie tracić z Nim więzi. Hałas na zewnątrz i wewnątrz zagłusza skutecznie Jego słowa. Próbuję rozpychać się łokciami. Jak topielec rozpaczliwie odgarniam zalewające mnie wody rozproszeń. I jak tonący miotający się wśród fal, tylko jeszcze mocniej się pogrążam.

Są takie momenty, gdy muszę uznać, że sam sobie nie dam rady. Myślę, że Pan czasami celowo pozwala mi dać się zagracić. Mogę wtedy uwolnić się z narcystycznego zachwytu samowystarczalności. Nie dobrze jest, by człowiek był sam. Wiemy to od czasów Adama. Szukając pomocy, dostrzegam w końcu innych.

To oni, mogą dostrzec rozwiązania, które mi nigdy nie przyszłyby do głowy. Ja bym nigdy się nie zdecydował na zrywanie dachu. Ciężko by mi było nawet spytać się o drogę.

Gdy bliscy i przyjaciele nie są w stanie wyrwać mnie z paraliżu niemocy, na pomoc mogę liczyć nawet z najbardziej nieoczekiwanej strony. To wątpliwości faryzeuszy pomogły choremu z dzisiejszej ewangelii odzyskać nie tylko zdrowie duszy, ale i ciała. Wszystko bowiem dla Opatrzności Bożej ma sens i służyć może dobru. Nawet moje niepowodzenia i upadki. Dlatego jakże małe są stwierdzenia: Po co mi to było. Nawet moja choroba może pomóc we wzrastaniu w cnocie tym, którzy cierpliwie znoszą moje marudzenie.

Pomocników mam bez liku. Od spraw przekraczających ludzkie możliwości służą mi wsparciem święci patronowie z Aniołem Stróżem na czele. Któż jak nie oni znają najszybszą ścieżkę do Bożych stóp! Dlatego cieszę się wielce, że w wakacje będę mógł odwiedzić Świętego Grzegorza z Elwiry. Dla tak zacnego Przyjaciela warto przemierzyć całą Europę.

Nie myślcie sobie.

2 Niedziela Adwentu.

The_Ford_of_River_Jordan

Słuchającym Jana Chrzciciela wydawało się, że jako potomkowie Abrahama zagwarantowane mają niezbywalne prawa. Jesteśmy narodem wybranym przez Boga. On jest naszym Bogiem. Więc do Jego “obowiązków” należy troska o nas. Dopóki się do Niego przyznajemy. Właściwie wystarcza z naszej strony obrzezanie i obchodzenie nakazanych świąt. Nie raz już się sparzyli na takim myśleniu. Choćby wtedy, gdy burzono ich “niezniszczalną” Jerozolimę. Pomimo tego, nie uczyli się na własnych błędach. Łaska to niezasłużony dar od Boga, a nie coś im i nam należnego. Jeśli On zechce, może wzbudzić dzieci Abrahamowi z kamieni. I kamienie przejmą złożone obietnice. Boga nie da się zaszufladkować. On nie jest hurtownikiem , który szafuje łaskami, po uiszczeniu odpowiedniej kwoty. Dziewięć pierwszych piątków miesiąca i “Hulaj duszo, piekła nie ma!” Obyś się nie zdziwił.

Jak łatwo sam daję się złapać w tę pułapkę. “To my się należy.” Wokół tego hasła toczy się sporo dyskusji. Dzieci walczą o swoje przywileje, wypływające z tego, że są dziećmi i że żyją w takim świecie, a nie innym. Ja walczę z nimi o swoje. Kurczowo bronię ojcowskiej władzy. Roszczenia, roszczenia… Dzisiaj bardziej jesteśmy świadomi swoich praw. Pozwala nam to bronić się przed wszelkimi stłamszeniami i wykorzystaniem. Ale też spycha naszą obowiązkowość na odległy plan.

Tak jest wszędzie. Przecież to norma. Nie wyobrażam sobie, żeby było inaczej. Ile razy przechodzi to przez głowę lub uszy. Tymczasem Jan i Izajasz wytykają dziś – Nie myślcie sobie, że skoro tak jest, to  i tak być musi. Jeśli Bóg zechce, to lew będzie się pasł trawą.

Niech się dzieje wola Twoja Panie, a nie moja. Ty jesteś najlepszym obrońcą moich praw.

Które poginęły z domu.

Sobota w 1 tygodniu Adwentu.

fog-1208283_1280

Najprzyjemniej jest w gronie swoich bliskich. Otoczony znajomymi, podobnie myślącymi, czuję się bezpiecznie. Mogę swobodnie rozmawiać. Nie obawiając się gwałtownej polemiki. Mogę w takim gronie krytykować tych innych, inaczej myślących. Usłyszę tylko cichy pomruk aprobaty. I zanurzę się wraz z innym we wspaniałej atmosferze bycia tym lepszym.

Tymczasem Jezus posyła mnie właśnie do tych gorszych. Po to by ich zwalczać? By wytykać im błędy i obnażać ich zło? By piętnować odszczepieńców? Właśnie nie! Posyła mnie do nich, bo poginęli. Bardziej lub mniej świadomie zeszli ze ścieżki i gdzieś błądzą w cieniu. A ja swym światłem dobrego przykładu i miłosiernej troski, mam towarzyszyć im w powrocie na drogę do prawdziwego Światła.

Człowiek pijany na ulicy, sprawia jednak, że szybko przechodzę przez ulicę, by szerokim łukiem ominąć “trędowatego”. Nawet nie wiem, gdzie mógłbym spotkać narkomanów. Nie wyobrażam sobie, bym miał prowadzić z nimi jakąkolwiek rozmowę. Ale po co podawać takie ekstremalne przykłady. Czy stać mnie na dyskusję w gronie znajomych, gdy temat rozmowy schodzi na krytykę Kościoła, albo chrześcijańskich norm moralnych? Czy w ogóle z kimkolwiek “niezaangażowanym” rozmawiam na tematy religijne?

W Kościele często obserwuję lub sam prezentuję postawę zamkniętej twierdzy. Spotykamy się wyłącznie we własnym gronie, słuchamy i czytamy wyłącznie media katolickie. Tutaj my, a tam oni. Czy dlatego, tak się od nich odgradzam, że się ich boję? Czy też boję się, że gdy wejdę między wrony, zacznę krakać jak one? Marny ze mnie robotnik, jeśli boję się pracy do której jestem wezwany. A żniwo ciągle jest wielkie.