Aktywnie

Wpierw przeczytaj: Iz 6,1-8 oraz Mt 10, 24-33

żar

Źle się dzieje. Jest coraz tragiczniej. Za chwilę strach będzie się przeżegnać. Kolejny kraj legalizuje aborcję i związki homoseksualne, zamordowano kolejnego księdza… Ileż podobnych wieści słyszysz w ciągu tygodnia? Ileż razy spotykasz się z atakiem na Kościół? Jak często zdaje ci się, że słowa kapłan i pedofil to we współczesnej polszczyźnie synonimy? Pięć razy, dziesięć, sto?

A ile razy w tym samym czasie dałeś świadectwo Prawdzie? Kiedy ostatnio publicznie przyznałeś się do swego Boga? Niekoniecznie w zamkniętym kręgu kółka różańcowego – okopanego jak oblężona twierdza.

Kłamstwo powtarzane wielokrotnie rodzi w sercach wątpliwości. Kłamstwo, którym zostajemy zalani, z biegiem czasu staje się rzeczywistością. Tylko ten, który jest aktywnym, graczem ma szansę na powodzenie. Ci, co oglądają się na innych, z góry są skazani na porażkę.

Czy też zauważyłeś tę okoliczność, że wiara najpiękniej kwitnie w trudach i przeciwnościach? Kościół syty i opływający w przywileje rozleniwia się i w końcu gnuśnieje. Miało to miejsce w Zachodniej Europie, a teraz się staje na naszych oczach w Polsce.

Bierność. Bóg powołując nas na świadków, bezustannie jest aktywny. Inicjatywa jest po Jego stronie. On posyła z misją, a nie czeka, aż spłynie odpowiednia lista aplikacji, by mógł wybrać ze sterty CV. Jeśli tylko wyrazisz na głos swoje obawy i wątpliwości, jak Izajasz, nie skreśla cię od razu, nie wchodzi z tobą w dyskusję, nie oczekuje na twoje propozycje rozwiązania problemu. Kompromis to rzeczywistość obca Bożemu działaniu. Bliższy jest mu żar, który szybko i definitywnie wypala chorą tkankę.

Dlatego zdaj się na Niego, nie bój się wyjść przed szereg biernych, narzekających, letnich w wierze katolików. Lecz czyń pozytywny raban.

Nie chcę marudzić, nie chcę się skarżyć, kontratakować i wypatrywać z lękiem najmniejszych pozorów zła. Chcę powtarzać jawnie Dobrą Nowinę, która mnie dotknęła.

Oto ja, poślij mnie!

Język miłości

Wpierw przeczytaj Oz 14,2-10

0

W trakcie cudownych rekolekcji Domowego Kościoła w Koniakowie wraz z moją żoną głosiłem konferencję na temat miłości małżeńskiej. Przytoczyliśmy podczas niej również podstawy teorii G. Chapmana o indywidualnych sposobach wyrażania miłości. Wielu spośród was pewnie się z nią już spotkała. Jest ona tak prosta, a pozwala uniknąć tyle niezamierzonych konfliktów. Na okładce książki „5 języków miłości” możemy przeczytać:

Mąż i żona rzadko posługują się tym samym językiem miłości.

Zazwyczaj używamy swojego własnego języka i frustrujemy się, gdy nasz współmałżonek nie rozumie tego, co chcemy mu zakomunikować. Pragniemy, by okazywał nam miłość w ten sam sposób, co my, jednocześnie wysyłając sygnały, których on/ona nie rozumie.

Poznanie języka miłości twojego współmałżonka to potwierdzona tysiącami świadectw czytelników recepta na szczęśliwe i udane małżeństwo.

Jeśli twoim językiem miłości jest otrzymywanie prezentów, nie spodziewaj się niezwykłego zbiegu okoliczności, że twój małżonek ma podobnie. Możesz go obsypywać kwiatami, a on wciąż będzie się czuł niekochany, gdyż usycha z tęsknoty za czułym dotykiem twych dłoni, a nie płatków róż lub zimnej biżuterii.

Czytając fragment z księgi proroka Ozeasza, dostrzegam cenną wskazówkę, jakiego języka miłości oczekuje ode mnie sam Bóg. On pragnie byśmy do Niego mówili. Byśmy przychodzili ze szczerymi słowami skruchy i dziękczynienia. Jeśli twoim językiem miłości są afirmujące słowa, z pewnością zrozumiesz jakże bolesne są tzw. „ciche dni”. Zadają one głębokie rany i pustoszą więź małżeńską. Za każdym razem, gdy pomijam codzienną modlitwę, odwracam się do Boga plecami. On pragnie moich czułych słów, a nie reglamentowanych suchych formułek. Gdy ociągam się z pójściem do spowiedzi, by swoimi ustami wyznać Panu grzechy, podtrzymuję dystans. I nie pomoże, że zacznę się starać być szczególnie „grzecznym”, jeśli wcześniej nie padnie z moich ust słowo „Przepraszam!”

Dlatego wraz z psalmistą zawołam: ” Usta me będą głosić Twoją chwałę. „

Okruchy

Wpierw przeczytaj: J 6, 1-15
New Image

To musiał być zabawny i śmieszny widok. Dumni z siebie apostołowie, którzy po cudownym rozmnożeniu chleba, wobec okrzyków o koronacji Jezusa, już dzielili między sobą dworskie urzędy, zostali posłani na kolana. Wśród źdźbeł trawy mieli szukać pozostawionych okruchów chleba. Robota godna Kopciuszka a nie Książąt Kościoła. (Swoją drogą ci, co marzą o podobnych honorach, mają tu dla siebie najlepszą lekcję pokory.)

Po cóż zbierać te odpady? Na nic się to przecież nikomu nie przyda. Niech ptaki skrzydlate je wydziobią. Ileż okruchów ze stołu zamiatam do kosza? Ileż suchych kromek trafia w sytych krajach na wysypiska? Po cóż zginać dla nich swój dumny kark i ścierać pył kolanami? Czy okruchy to jeszcze chleb? Nawet te drobiny zebrane do koszy? Któż zechce się tym nasycić?

A Jezus wciąż rozgląda się za najlichszym śladem chleba na ziemi. Czeka aż podniosą go moje dłonie. Jezus uczy mnie miłosierdzia. Czyż sam nie jestem prochem i niczem? On wciąż jednakże czuwa nade mną. Troszcząc się, bym nie został zdeptany.

To dylemat dzisiejszych czasów. Jak pogodzić Bożą sprawiedliwość z Jego miłosierdziem? Niejeden z praktykujących ( i jeszcze trochę wierzących) z utęsknieniem oczekuje Dnia Pańskiego. Nie tyle jednak tęskni za miłosnym zjednoczeniem ze swoim Stwórcą, ile za sprawiedliwą karą dla tych wszystkich grzeszników, którymi przez całe życie pogardzał. Marzy o piekielnych kąpielach w ogniu dla zboczeńców, heretyków, komunistów i dzieciobójców. To nie jego bliźni – to śmieci, wyrzutki. To… okruchy z uczciwego chleba. Oczywiście mój hipotetyczny bohater uznaje Boże Miłosierdzie. Ale jest ono zarezerwowane dla takich sprawiedliwych grzeszników jak on. Wszak większość z nas wybiera się po śmierci do czyśćca. Tam będzie pole do popisu dla miłosiernej amnestii. Ci wszyscy godni pogardy odszczepieńcy na żadne zmilowanie wszak nie zasługują.

Wielu jest wokół mnie takich Jonaszów. Proroków, którzy burzą się na kolejne szanse dawane przez Boga obmierzłym Niniwitom. Wielu jest sędziów wyczuwających szatańskie pomioty wokół siebie z gorliwością policyjnej suki. Papieskich bardziej od papieża. Czyż sam nie oceniam teraz innych? Może mamy to w genach? Marzymy o silnym Kościele, który rozpędzi wszystkie czarne marsze i tęczowe pochody. Wzywamy Mocy Boga…

Tymczasem On posyła mnie znów na kolana. Pomiędzy rozsypane okruchy. Gdyż mocą Swej niezwyciężonej i nieśmiertelnej miłości, czyni wszystko, by nic nie zginęło.