A może jednak wypada?

  • Mam dwóch kolegów w pracy, którzy za każdym razem, gdy się spotkają, wykrzykują do siebie hasła w stylu: „Ave Satan!”, „Apage Satanas!”. Coraz bardziej mnie to irytuje. Ale nie mam ochoty i odwagi, by podejść do nich i przedstawić im swój punkt widzenia na tę sprawę. Przecież to oni robią w żartach. Ani ten pierwszy nie jest wszak satanistą, ani ten drugi egzorcystą. Nawet mając  ponad 50 lat mają prawo mieć szczeniackie poczucie humoru. Reagując na te pokrzykiwania, okazałbym się nawiedzonym gburem… Tygodnie mijają, a zza ściany wciąż dobiegają głupie hasła.
  • Łatwiej przechodzi dziś przez usta każde plugawe słowo, niż imię Jezus. Nawet jako praktykujący katolik, zamykam je pod grubymi okładkami modlitewników, za murami kościołów i w hermetycznych kręgach małych wspólnot religijnych. Wystarczy, że opuszczę strefę sacrum i już zaczynam krakać jak wrony wśród których się obracam. Gdy zbierze się grupa odważnych, którzy wyjdą z Ewangelią na ulicę, potulnie przechodzę obok z podkulonym ogonem, gdyż nie stać mnie na taką odwagę. Może nawet kiwam z niechęcią głową. Nie róbmy takich happeningów, bo niewierzący wytkną nam nasze oburzenie na wszelkiego maści parady. Jeśli wzbraniamy im manifestować swoich dziwactw, nie narzucajmy się ze swoją pobożnością. Nie naśladujmy ich metod, tylko w kościołach módlmy się o ich nawrócenie.
  • Wypowiadając święte imię Jezus, sprawiam, że staje się On obecny. Z Jego imieniem na ustach, uobecniam Pana w swoim środowisku. Dlatego będąc autentycznym świadkiem, wzbudzam niejednokrotnie drwinę, pogardę i prześladowania. Nawet ze strony najbliższych. To nie ja jednak jestem obiektem tych ataków. To nie ci ludzie są mi wrogami. To walka pomiędzy panoszącym się wokoło demonami, a Królem Wszechświata, który przychodzi niezwłocznie na moje wezwanie. Czy z obawy na opinię innych mam być tchórzem, który kryje się w okopach na polu tej bitwy?
  • Otóż zapewniam was, że nikt, pozostając pod natchnieniem Ducha Bożego, nie może mówić: «Niech Jezus będzie przeklęty!». Nikt też nie może powiedzieć bez pomocy Ducha Świętego: «Panem jest Jezus» (1 Kor 12,3) Jeżeli nie ma imienia Jezus na moich ustach – nie poddaję się działaniu Ducha. Jeżeli nie ma we mnie Ducha – nie jestem prawdziwym katolikiem tylko zombie, bez życia. Lepiej z mocą Boga samego stawić czoła przeciwnościom, czy też za życia być martwym dezerterem? Wybieraj.

Ewangelia (Łk 21, 12-19)

Jezus zapowiada prześladowanie swoich wyznawców

Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza

Jezus powiedział do swoich uczniów:

«Podniosą na was ręce i będą was prześladować. Wydadzą was do synagog i do więzień oraz z powodu mojego imienia wlec was będą przed królów i namiestników. Będzie to dla was sposobność do składania świadectwa. Postanówcie sobie w sercu nie obmyślać naprzód swej obrony. Ja bowiem dam wam wymowę i mądrość, której żaden z waszych prześladowców nie będzie mógł się oprzeć ani sprzeciwić.

A wydawać was będą nawet rodzice i bracia, krewni i przyjaciele i niektórych z was o śmierć przyprawią. I z powodu mojego imienia będziecie w nienawiści u wszystkich. Ale włos z głowy wam nie spadnie. Przez swoją wytrwałość ocalicie wasze życie».

Tożsamość

  • Dzisiaj, we wspomnienie Najświętszego Imienia Maryi, górnośląski Kościół spogląda z czcią na wizerunek Matki Jezusa z piekarskiej bazyliki. Tutaj przychodzi się z górniczej szychty, by po prostu odpocząć pod troskliwym okiem Matki. Nie trzeba wiele mówić. Ona swym matczynym sercem dobrze wyczuwa, co nas dręczy i niepokoi. Samo Jej spojrzenie już przynosi pokój, dodaje sił i odwagi. Gdy w XIX wieku gwałtownie przybywało mieszkańców okolicznych wiosek, gdy jak grzyby po deszczu rodziły się wokół kopalń i hut nowe miasta, miejscowi Ślązacy bronili właśnie tutaj swej tożsamości. Nie różnili się od przybywających za pracą Niemców wyglądem, strojem, obyczajami. Czekała ich ta sama niebezpieczna praca. Jednakże, w przeciwieństwie od większości przybyszów z innych prowincji Prus, w swym trudzie wzywali imienia Maryi. Nie przeszkadzało im, że cudowny wizerunek Matki Bożej został przeniesiony z Piekar do Opola. Przecież nie do obrazu tu przychodzili, lecz do Matki. Jak u rękawa swej mamy z dzieciństwa, tak i tutaj szukali sprawiedliwości społecznej, równego traktowania, poszanowania do tradycji. Tutaj też przekonywali się, że wszyscy, którzy przychodzą do jednej Matki, są dla siebie braćmi. Gdzie zaś są bracia i Matka, tam jest prawdziwy dom. Nasz dom. Nasza tożsamość.
  • Jezus wskazuje swym uczniom podobny wyznacznik, budujący wspólną, chrześcijańską tożsamość. Cechę charakterystyczną, odróżniającą nas od innych ludzi dobrej woli. Wszyscy, bez żadnego wyjątku, mamy jednego Ojca. Dlatego też wszyscy jesteśmy braćmi. Można kogoś szczególnie lubić, mieć z kimś wspólne zainteresowania. Z takimi ludźmi przyjemnie spędzać czas. Do takich ludzi się ciągnie. Ale jeśli ktoś jest moim bratem, jest on automatycznie mi bliski, niezależnie od jego poglądów, sposobu bycia. Niezależnie też od tego, jak on mnie traktuje. Więzy rodzinne są silniejsze od wszelkich burz. Można się kłócić, ale bracia trzymają się razem.
  • A zatem, jeśli należę do chrześcijańskiej rodziny, a nie jestem tu tylko podrzutkiem, wszystkich braci traktuję z tą samą miłością. Nawet jeśli spotykam się z oszczerstwem i przekleństwem, odpowiem szczerze, że mnie to boli, ale bez nienawiści i chęci odwetu. Wszak słabszy brat, który mnie wyzywa i pluje mi w twarz, nie potrzebuje moich kopniaków. Awanturującego się brata nie wyrzuca się na bruk. Bijące się dzieci kochająca matka może wpierw zgani, ale zawsze na koniec obydwoje z jednakową czułością przytuli do swego serca.
  • Maryja, stojąc pod krzyżem, nie rzucała się z pięściami na rzymskich żołdaków, którzy torturowali Jej Syna. Nie pluła na arcykapłańskich pachołków, którzy szydzili z Ukrzyżowanego. Choć każde uderzenie młotka i każdy drwiący śmiech raniły Ją mocno. Serce każdej matki boleje, gdy niezgoda panuje w rodzinie.
  • Dzisiaj Kościół często spotyka się z jawną wrogością. To już nie tylko nagłówki gazet nam o tym mówią. Często sami spotykamy się osobiście z krzywdzącymi opiniami i szyderstwem. Pokaż mi jak odnosisz się do tych wrogów, a powiem ci, czy jesteś prawdziwym uczniem Chrystusa. Prawdziwym synem Maryi. Manifestacje i kontrmanifestacje z nienawiścią spoglądają na siebie. Idę do zatroskanej Matki, by wesprzeć Ją w modlitwach.

Łk 6, 27-38

Człowiek, który ma uschłą rękę

Łk 6,10

  • Spoglądam na swoją dłoń. Zazwyczaj ją wyciągam, by brać, by trzymać, czasami zabija nudę klikając w klawiaturę. Teraz patrzę na nią uważnie oczami wiary. Jest uschła w tej chwili. Dłoń, która nie niesie pomocy jest martwa. Dłoń, która nie trzyma w sobie jałmużny jest martwa. Dłoń, która nie składa się do modlitwy jest martwa. Dłoń, która nie służy pożyteczną pracą jest martwa. Dłoń, która nie uderza ze skruchą w pierś jest martwa. A martwa dłoń – nieruchoma w swym rozleniwieniu, jeśli już się poruszy, z łatwością może się zacisnąć w pięść. Z łatwością może sięgnąć po cudzą rzecz. Z łatwością może posłużyć do grzechu. Mam uschłą dłoń i kryję się gdzieś w cieniu pleców innych. Nie wychodzę przed szereg. Niby jestem we wspólnocie wiernych zgromadzonych w domu modlitwy, ale jakby mnie nie było. Jestem uschłym członkiem Kościoła, łatwym do zmanipulowania. Jestem uschłą latoroślą, którą można bez trudu odłamać od Winnego Krzewu.
  • Choć w swej martwocie i bierności nie zdobywam się na modlitwę prośby, Jezus mnie dostrzega. Wywołuje mnie na środek. Stawia mnie w centrum uwagi, gdyż pragnie, by wspólnota nie była obojętna na pojawiającą się martwotę. Nie chwycił mnie za ucho i nie wyszarpał mnie zza pleców innych, ku przestrodze i ku sądowi. Jego uwaga jest pełna miłosierdzia i troski. Nie wyrywa mnie na siłę, jak ogrodnik, który plewi chwasty. On wzywa mnie bym sam się podniósł. Bym uczynił pierwszy gest wolnej woli skierowanej ku Niemu. Tyle Mu wystarczy. Resztę sam już dokona.
  • Uzdrowioną dłoń z powrotem kładę na klawiaturze. Tym razem, by pisać 150 już wpis na tym blogu. Jezus daje mi zdrowie, daje mi swoje dary, daje mi wszystko. Ale to nie jest nagroda za dobre zachowanie. Czy bowiem „popełniłem” jakiekolwiek dobro sam z siebie, bez Jego pomocy? Czy kiedykolwiek moja dłoń podarowała coś, czego wcześniej nie otrzymałem z Jego szczodrobliwości. Życie podarowane w moje dłonie jest zadaniem. Dlatego piszę. Dlatego służę. Żyję.

Ewangelia z dnia: Łk 6,6-11