Poznać i dać się poznać

  • Czytając powyższe słowa z uwagą, może niejednego zaskoczyć, że Jan wypiera się wcześniejszej znajomości Jezusa. Przecież to niemożliwe! Byli wszak kuzynami. W ówczesnych czasach więzy rodzinne były jeszcze ściślejsze i istotniejsze niż dzisiaj. Dodatkowo obydwoje byli jedynakami. Nie mogli się zatem przeoczyć w tłumie krewniaków. Prawda – Jan większość swojego dotychczasowego życia spędził w pewnym odosobnieniu na pustyni. Być może we wspólnocie esseńczyków. Przygotowywał się tam duchowo do swojej życiowej misji. Trudno sobie jednak wyobrazić, by całkowicie zerwał relacje ze swoimi rodzicami. Przecież tak długo na niego czekali! Elżbieta z całą pewnością wiedziała, kim jest Syn Maryi. Doświadczyła tego tak mocno jeszcze przed Jego narodzeniem. Ta wiedza całkowicie przemieniła jej życie. Cóż z tego, że Jezus prowadził spokojne życie w Nazarecie. Jej syn równie długo czekał na moment wskazany przez Boga. Pomimo tych faktów Jan uroczyście zapewnia: Ja Go nie znałem.
  • Można kogoś znać przez wiele lat i nic o nim nie wiedzieć. W dzisiejszych czasach, gdy każdy zatopiony jest przez większość czasu w rzeczywistości wirtualnej, jest to coraz częstsze zjawisko. Czytając reportaże po dramatycznych wydarzeniach, często czytam słowa najbliższych i znajomych, że nic nie zapowiadało dramatu. To był spokojny, normalny chłopak. Co w niego wstąpiło – zadają sobie pytanie. Znali go, codziennie się z nim widzieli, ale nie wiedzieli, co się dzieje w jego wnętrzu. Z drugiej strony jest sytuacja, gdy ktoś ma gigantyczną wiedzę na czyjś temat, ale tej osoby osobiście nie zna. Ilość informacji, nawet bardzo intymnych, gromadzonych na nasz temat jest przerażająca. Może to i dobrze, że nie jestem tego w pełni świadomy, co o mnie gdzieś tam wiedzą i do czego wykorzystują tę wiedzę. Pod choinkę dostałem smartbanda. Już tam ktoś w Chinach wie, gdzie chodzę, kiedy i jak śpię, jakie mam ciśnienie krwi itd.
  • Janowi (Chrzcicielowi i Ewangeliście) chodzi zatem o inną znajomość. O ścisłą więź, zjednoczenie, poznanie dogłębne i przyjęcie. Nie na darmo w ich kulturze „poznaniem swego małżonka” nazywano stosunek płciowy. Dlatego Maria pytała Gabriela jakże się to stanie, skoro NIE ZNA męża. Poznać Jezusa to ściśle się z Nim zjednoczyć. Zespolić się, by na świat patrzeć Jego Oczami, by serce biło w Jego rytmie, by zamiast własnej woli kierować się Jego wolą. Tam nad Jordanem Jan musiał to sobie wszystko uzmysłowić. Znajomość i wiedza o Jezusie została umocniona i przemieniona przez wiarę. Dlatego z taką mocą i przekonaniem mógł zaświadczyć, że Jezus jest Synem Bożym. Takiej znajomości Pana życzę tobie i sobie. Niech się tak stanie.

Ewangelia (J 1, 29-34)

Chrystus jest Barankiem, który gładzi grzech świata

Jan zobaczył podchodzącego ku niemu Jezusa i rzekł: «Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata. To jest Ten, o którym powiedziałem: „Po mnie przyjdzie Mąż, który mnie przewyższył godnością, gdyż był wcześniej ode mnie”. Ja Go przedtem nie znałem, ale przyszedłem chrzcić wodą w tym celu, aby On się objawił Izraelowi».

Jan dał takie świadectwo: «Ujrzałem ducha, który zstępował z nieba jak gołębica i spoczął na Nim. Ja Go przedtem nie znałem, ale Ten, który mnie posłał, abym chrzcił wodą, powiedział do mnie: „Ten, nad którym ujrzysz ducha zstępującego i spoczywającego na Nim, jest Tym, który chrzci Duchem Świętym”. Ja to ujrzałem i daję świadectwo, że On jest Synem Bożym».

Ze spieczonej ziemi

Iz 35,1

  • Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli! Błogosławieni również ci, co doświadczają cienia nocy, pustynnej spiekoty, a wciąż wierzą, że spoczywa na nich Boże błogosławieństwo. Jak Jan można mieć pewność, że właśnie Jezus jest tym oczekiwanym Barankiem Bożym. W tym samym momencie można jednakże przeżywać bolesne wątpliwości. «Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać?» Czy skok w przepaść wiary jest rozsądnym wyborem? Czy oddanie życia doczesnego nie wiąże się ze zbyt dużym ryzykiem, gdy nie dostrzega się życia wiecznego przez kotarę śmierci? Czy warto iść pod prąd, gdy tak realne jest zagrożenie bycia zdeptanym?
  • Chwile namacalnego doświadczenia Boga, usłyszenia Jego głosu są niezapomnianym przeżyciem. Potrafią dodać mocy na długie lata. Wiara rośnie, gdy na własne oczy widzi się, jak niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci zostają oczyszczeni, głusi słyszą, umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się Ewangelię. Zazwyczaj są to jednak tylko przebłyski światła. Zagubione oazy zieleni w bezgranicznej martwocie pustyni.
  • Żeby przejść od oazy do kolejnej studni wody żywej, przebyć wypada wiele kilometrów spieczonej ziemi. Niezaspokojone pragnienie wody wysysa wolę życia. Pan zapewnia mnie, że błogosławiony jest ten, kto nie zwątpi w Niego. Nie daje jednak forów. Ciemna noc wiary jest dłuższa niż noc polarna. Jan Chrzciciel zamknięty w lochach, nie mógł słyszeć na własne uszy nauczania Jezusa, nie mógł napawać wzrok widokiem nieziemskiej radości uzdrowionych, nie nasycił się cudownie rozmnożonym chlebem. Do ostatniej chwili swego życia skazany był na mrok ciemnicy.
  • Tak i wy bądźcie cierpliwi i umacniajcie serca wasze, bo przyjście Pana jest już bliskie. Mobilizuje mnie Jakub. Pan jest blisko, ale tysiąc lat w Jego oczach jest jak wczorajszy dzień, który minął albo straż nocna. Moja cierpliwość ma się nijak do Jego cierpliwości. Czekam zatem, bo cóż innego może mi podpowiadać moja wiara? Czekam, dopóki nie spadnie deszcz wczesny i późny. Deszcz Jego łask, lekkiego powiewu Jego obecności.
  • Pokrzepcie ręce osłabłe, wzmocnijcie kolana omdlałe! Powiedzcie małodusznym: odwagi! Nie bójcie się! Jeszcze tylko parę kroków, może jeszcze jedna wydma do pokonania. Wkrótce kolejne święta! Może w końcu i ja dojrzeję do radości? Może i ja dojrzę wyraźnie chwałę Pana, wspaniałość naszego Boga? Nawet najmniejszy w królestwie niebieskim jest wszak błogosławionym. Wierzę w to i wciąż ufam.

Czytania na dziś

Z ogniem w sercu

Syr 48,1

  • Trafiłem w sieci na artykuł, który przedstawiał dane statystyczne dotyczące religijności w 34 krajach europejskich. Uderzyło mnie to, że Polska była na pierwszym miejscu, jeśli chodzi o uczestnictwo w praktykach religijnych. Aż 61% Polaków zadeklarowało, że regularnie bierze udział w liturgii. Zdeklasowaliśmy tutaj całą Europę. Potwierdza to widok pustych świątyń na zachód od Odry, niejednokrotnie przerabianych na muzea. Moją dumę jednakże utrąciły dane przedstawiające odsetek ankietowanych wierzących z niezachwianą pewnością w Boga. Tutaj w rankingu spadliśmy na łeb na szyję, zajmując 9 miejsce. Tylko 29% Polaków swoją wiarę traktuje serio. Coraz bardziej stajemy się narodem praktykującym, lecz niewierzącym. Udział w praktykach religijnych dla coraz większej grupy społeczeństwa staje się wyłącznie tradycją, rutynowym zwyczajem lub przykrym obowiązkiem. Przy takim podejściu nie dziwi mnie, że sakramenty i modlitwy nie mają większego wpływu na codzienne życie. Nie uświęcają. Ledwie przekroczymy próg kościoła,  zaczynamy swoją normalną podłą robótkę w relacjach międzyludzkich. Obmawianie, złośliwości, oszustwa, agresja… Nieustająca wojna polsko-polska.
  • Odchodzenie tylu młodych ludzi od Kościoła i wiary jest naturalną konsekwencją takiej postawy praktykujących-niewierzących. Szczególnie młodzi ludzie są wyczuleni na wszelką obłudę, fasadowość i pustosłowie. Obserwując nas, nie dostrzegają większego sensu w uczestniczeniu w takim przedstawieniu,  gdzie aktorzy zapomnieli dawno swych ról.
  • Nie mając w sercu autentycznej wiary i miłości do Boga, mam w piersiach zimny głaz. Tymczasem świat, ci wszyscy zagubieni ludzie wokół mnie, z niemą rozpaczą poszukują ciepła. Kościół dziś potrzebuje nie tyle zadeklarowanych katolików ile autentycznych świadków. Mam nieść żar miłości. W moich oczach ma być ogień autentycznego zapału religijnego (nie mylmy tego z fanatyzmem). Mam być dla swoich dzieci i znajomych z pracy Eliaszem i Janem Chrzcicielem. Oni nie kalkulowali czy większość ich w tej chwili popiera. Nie sprawdzali, czy ich poglądy są po myśli słuchaczy, czy będą przychylnie przyjęte. Ich słowa płonęły jak pochodnie, bo były wyrazem tego ognia miłości, który płonął w ich sercach.

1. czytanie (Syr 48, 1-4. 9-11)

Eliasz przyjdzie powtórnie

Powstał Eliasz, prorok jak ogień, a słowo jego płonęło jak pochodnia. On głód na nich sprowadził, a swoją gorliwością zmniejszył ich liczbę. Słowem Pańskim zamknął niebo, z niego również trzy razy sprowadził ogień.

Jakże wsławiony jesteś, Eliaszu, przez swoje cuda i któż się może pochwalić, że do ciebie jest podobny? Ty, który zostałeś wzięty w wirze ognia, na wozie zaprzężonym w ogniste rumaki. O tobie napisano w karceniach dotyczących przyszłości, że masz uśmierzyć gniew, zanim zapłonie, by zwrócić serce ojca do syna i pokolenia Jakuba odnowić.

Szczęśliwi, którzy cię widzieli, i ci, którzy w miłości posnęli, albowiem i my na pewno żyć będziemy.