O Grzegorz Molitorys

Grzegorz Molitorys - z wykształcenia: dziennikarz, z zawodu: archiwista, z zamiłowania: bloger i poeta, z powołania: mąż i ojciec.

Nie bawmy się w chowanego

Iz 40,4

  • Koszmarem dla rodzica gromadki dzieci, który w pojedynkę próbuje ogarnąć całą tę ferajnę, jest moment zebrania wszystkich do wyjścia. Ubierając jedno dziecko, drugie akurat ma ochotę się rozebrać. Gdy w końcu ubierze się wszystkie sweterki, szaliki, kurtkę, czapeczkę, rękawiczki i buty, wtedy właśnie brzdącowi przypomina się, że chce siusiu. Powie to tak słodkim głosem, że na tle przekleństw cisnących się na usta wywołuje ciarki po plecach. Szczytem wszystkiego jest jednak, gdy właśnie w tym momencie dzieciom zechce się zabawić z tobą w chowanego. Lata praktyki czynią ich mistrzami w tej sztuce. Nie wystarczy zajrzeć za drzwi czy pod stół. Przezornie byłoby zajrzeć do szuflad, piekarnika, a nawet pralki. Najmłodszemu, temu najbardziej naiwnemu, zdaje się, że skoro po zamknięciu oczów nie widzi ojca, sam jest dla niego niewidzialny.
  • Zabawa w chowanego to ulubiona rozrywka człowieka w relacji ze swoim Stwórcą. Mamy to w genach od czasu nieszczęsnej przygody z rajskim jabłkiem. Już wtedy zmartwiony Bóg musiał chodzić po ogrodzie wołając „Gdzie jesteś?” Nie jest bowiem wolą Ojca naszego, który jest w niebie, żeby zginęło jedno z tych małych. Pozostawia zatem 99 owiec i rozpoczyna chodzenie za rozbrykanym, samowolnym człowiekiem, który udaje niewidzialnego ninję. Słuszniej byłoby odwrócić proporcję. Wszak liczba błądzących i grzeszników w Kościele jest bliska 100%.
  • Jeśli jestem kochającym dzieckiem swego niebieskiego Ojca, odpuszczę sobie zabawę w chowanego. Jeszcze lepiej dla mnie będzie, gdy uczynię wszystko, by jak najszybciej skrócę dystans pomiędzy nami. Wyprostuję wszystkie ścieżki, podniosę się ze wszystkich dołków, zejdę ze szczytów pychy. Jak wielkim musi być szczęściem ten moment, gdy rozradowany Pasterz chwyci swojego barana za rogi i powiedzie z troską do innych owiec na górach.

PIERWSZE CZYTANIE (Iz 40, 1-11)

Pan pocieszył swój lud

«Pocieszajcie, pocieszajcie mój lud!» – mówi wasz Bóg. «Przemawiajcie do serca Jeruzalem i wołajcie do niego, że czas jego służby się skończył, że nieprawość jego odpokutowana, bo odebrało z ręki Pana karę w dwójnasób za wszystkie swe grzechy».
Głos się rozlega: «Drogę Panu przygotujcie na pustyni, wyrównajcie na pustkowiu gościniec dla naszego Boga! Niech się podniosą wszystkie doliny, a wszystkie góry i pagórki obniżą; równiną niechaj się staną urwiska, a strome zbocza niziną. Wtedy się chwała Pańska objawi, razem ją każdy człowiek zobaczy, bo usta Pańskie to powiedziały».
Głos się odzywa: «Wołaj!». – I rzekłem: «Co mam wołać?» – «Wszelkie ciało jest jak trawa, a cały wdzięk jego – jak polnego kwiatu. Trawa usycha, więdnie kwiat, gdy na nie wiatr Pana powieje. Prawdziwie, trawą jest naród. Trawa usycha, więdnie kwiat, lecz słowo Boga naszego trwa na wieki».
Wstąp na wysoką górę, zwiastunko dobrej nowiny na Syjonie! Podnieś mocno twój głos, zwiastunko dobrej nowiny w Jeruzalem! Podnieś głos, nie bój się! Powiedz miastom judzkim: «Oto wasz Bóg! Oto Pan Bóg przychodzi z mocą i ramię Jego dzierży władzę. Oto Jego nagroda z Nim idzie i przed Nim Jego zapłata. Podobnie jak pasterz pasie On swoją trzodę, gromadzi ją swoim ramieniem, jagnięta nosi na swej piersi, owce karmiące prowadzi łagodnie.

EWANGELIA (Mt 18, 12-14)

Bóg nie chce zguby zbłąkanych

Jezus powiedział do swoich uczniów: «Jak wam się zdaje? Jeśli ktoś posiada sto owiec i zabłąka się jedna z nich, to czy nie zostawi dziewięćdziesięciu dziewięciu na górach i nie pójdzie szukać tej, która się błąka? A jeśli mu się uda ją odnaleźć, zaprawdę, powiadam wam: cieszy się nią bardziej niż dziewięćdziesięciu dziewięciu tymi, które się nie zabłąkały.
Tak też nie jest wolą Ojca waszego, który jest w niebie, żeby zginęło nawet jedno z tych małych».

Skacząc jak jeleń

  • Ponura zacięta twarz, niestety widuję ją w lustrze. Jeszcze częściej spotykam ją na ulicach. Rzadko się uśmiecham. Kiedyś – jeszcze rzadziej. Wczoraj przypomniałem sobie sesję zdjęciową w dniu ślubu. Po pierwszym ujęciu, pani fotograf zażyczyła sobie, bym na kolejnych już się nie uśmiechał. Widocznie ten uśmiech, choć jak najbardziej autentyczny, wydawał się tak niepasujący do twarzy. Takie postawy jak opanowanie i stateczność zawsze wydawały mi się czymś pożądanym w życiu, czymś świadczącym o dojrzałości. Opacznie je jednak rozumiałem jako tłumienie w sobie radości, zapału. Dlaczego jednak tej powściągliwości nie ma we mnie, gdy mam zły humor, coś mnie irytuje, mam po prostu zły dzień, bez wyraźnej przyczyny? To czysta niedorzeczność! Każdy ma prawo do złego nastroju. Czy warto jednak zarażać nim wszystkich wokoło? Ileż jest w życiu powodów do radości, by nim promieniować wokoło! Urodzony pesymista nie dostrzeże żadnego i jak osiołek spuści smutno ogon w dół. Gdy jestem w ten sposób niewidomy i głuchy na dobro, Izajasz podpowiada mi z entuzjazmem. Choć jesteś wysuszony jak pustynia i twardy jak spieczona ziemia rozwesel się i skacz, wykrzykując z uciechy! Oto Bóg osobiście przychodzi, by towarzyszyć ci na twojej drodze. Don’t worry, be happy!
  • Zaraz, zaraz Izajaszu. Skąd ta pochopna radość? Jak tu się cieszyć, skoro cudów nie dostrzegam, podobnie jak pieniędzy w portfelu? Za oknem nie kwitną lilie, tylko  jest szaro, zgnile  i ponuro? Nie słyszę wesołych okrzyków uzdrowionych przez Jezusa, tylko utyskiwania żony i poburkiwania zbuntowanych synów?
  • Lecz Jezus przejrzał me myśli i w odpowiedzi na nie rzekł do mnie: Co za myśli nurtują w sercach waszych? To wszystko co cię gnębi i zaprawia goryczą siedzi wyłącznie w twojej głowie! Wyrzuć to i uwolnij się od tego wszystkiego co cię zniewala, a zwłaszcza od grzechu, a zobaczysz jak wnet minie twój paraliż.
  • Wyglądam przez okno. Pomiędzy gałęźmi drzewa wesoło podskakuje sobie śliczna sikorka. Dostałem wiadomość, że są już do odbioru zamówione przeze mnie buty zimowe, na które dostałem od sprzedawcy ekstra 50% rabat. Żona była tak cudownie kochana, że odebrała paczkę z Chin na poczcie. Ostatni prezent zdążył dojść przed świętami. Syn dostał kolejną piątkę w liceum – zdolniacha… JUHUU!

Czytania na dziś

Cierpliwość i pociecha

Rz 15, 4-9

  • Matką jest ta, która nosi swoje dziecko. Nie tylko przez dziewięć miesięcy,  gdy nowe życie rozwija się w jej łonie. Prawdziwa matka jest nierozłącznie powiązana ze swoją pociechą do końca swoich dni. Jej serce jest pełne troski i dumy. Jej pamięć wypełniona jest obrazem ukochanej twarzy, cennymi informacjami o upodobaniach dziecka, jego radościach i troskach. Dlatego nawet na starość, gdy już dorosły pojawia się z wnukami u starowinki, ona dobrze pamięta jak podać ulubione danie na obiad i trzyma w szafce kapcie lub piżamę w wymiarach pasujących jak ulał. Maryja, jak każda dobra matka, również bezustannie nosi w sobie Jezusa. Ona wręcz jest najdoskonalszą i najpiękniejszą monstrancją. Dlatego Bóg z jej serca zechciał uczynić najgodniejszą Siebie świątynię. Uwolnił ją od skazy grzechu pierworodnego, którym obarczeni są wszyscy inni ludzie. Maryja jest wolna od naturalnej skłonności do zła, od uległości pokusom, od tego swoistego rozłamu, któremu jesteśmy poddani, że chcemy dobra, ale i tak czynimy zło. To wielki przywilej, godny wspominania w osobnej uroczystości. W Maryi bowiem mogę dostrzec to wszystko, co w swym zbawczym planie ma mi do zaoferowania Bóg. To nasza Królowa jako pierwsza została wprowadzona do nieba, przed tron swojego Syna, by mogła radować się Jego chwałą. Pełna tej radości zachęca mnie do wspólnego wyśpiewywania Panu chwały.
  • Wielkie rzeczy jej Bóg uczynił. Znalazła u Niego łaskę jako najukochańsza córka. Moje własne dzieci są moją największą radością i dumą. Pragnę dla nich z całego serca szczęścia. Nawet wtedy, gdy mnie już zabraknie. Myślę, że moja żona a ich matka, ma z natury rzeczy jeszcze bardziej gorące uczucia. Istnieje pokusa, by te swoje największe skarby traktować jak drogocenne klejnoty. Z jednej strony ozdabiać jak najpiękniej, by cieszyły moje oczy i wzbudzały podziw u innych. Z drugiej strony chronić za wszelką cenę. Tak łatwo wtedy rozpieścić swoje pociechy lub zamknąć pod szklanym kloszem. Jak kwoka wysiadująca jajka.
  • Czy Bóg zaoferował wybranej przez siebie Maryi takie cieplarniane warunki? Czy jej życie było usłane płatkami róż, czy też ostrymi cierniami? Nie trzeba wertować Ewangelii, by znać odpowiedź na to pytanie. Jakże mogło być inaczej, skoro nawet własnego Syna posłał Ojciec na świat, by stał się sługą obrzezanych dla okazania wierności Boga i potwierdzenia przez to obietnic danych ojcom. A nie była to łatwa służba, skoro zaprowadziła na krzyż. Szkoła służby jest najdoskonalszą lekcją miłości. Jak każda szkoła wiąże się z wyrzeczeniami i trudami. Jednakże Bóg bezustannie wspiera gorliwych uczniów tej szkoły cierpliwością i pociechą. Najzdolniejszą swą uczennicę – Maryję, najszczodrzej obdarzył tymi łaskami. Dlatego dziś, jako Matka Kościoła, te same uczucia żywi względem mnie i ciebie – swoich dzieci. Pocieszycielko strapionych módl się za nami, uczniami z ostatniej ławki.