O Grzegorz Molitorys

Grzegorz Molitorys - z wykształcenia: dziennikarz, z zawodu: archiwista, z zamiłowania: bloger i poeta, z powołania: mąż i ojciec.

W sidłach półprawdy

Mt 21,25

  • Bliscy z pewnością już poznali moją przywarę, że w ferworze rozmowy rzadko kiedy podaję jakąkolwiek liczbę zgodnie z prawdą. Zawsze przesadzam i to na absurdalną miarę. Obiad był tak pyszny, że zjadłem 25 pierogów – choć w garnku pływało ich tylko dziewięć. Wstawaj śpiochu, bo zaraz będzie za późno na śniadanie i trzeba będzie wstawiać obiad – a tu dopiero 9:00. Spóźnisz się do szkoły, za 5 minut dzwonek – a tak naprawdę za 40 minut. Cały dzień siedzisz przy komputerze i grasz! – choć dopiero dwie godziny temu wrócił ze szkoły. Nie spałem prawie całą noc – to znaczy ze dwa razy się obudziłem w ciągu nocy i przez jakiś czas walczyłem by zasnąć. Do Kościoła jest jakieś 20 metrów  – a parę dni wcześniej mówiłem, że z pół kilometra. Takich przykładów mógłbym podać więcej, ale zazwyczaj nawet nie wiem, że mijam się z prawdą, Nie mam ani za grosz poczucia odległości, poczucia czasu. Dlatego nie byłem w stanie nauczyć się prowadzić samochód. Wpadałem w panikę sądząc, że pędzę, a tymczasem instruktor ponaglał mnie zniecierpliwiony, bo na autostradzie sunąłem dostojnie z prędkością 25 km/h. (Tu też weźcie poprawkę – nie wiem ile było na liczniku, pamiętam tylko jak instruktor był wściekły). Moja wiarygodność jeśli chodzi o liczby, jest praktycznie zerowa. Gdybym był Pinokiem, swym nosem strącałbym wszystkie słoiki na półkach sklepowych. Zawsze się pocieszam tym, że przesada to prawda, która straciła cierpliwość. Prawda jest jednak tylko jedna, choć relatywiści wmawiają coś zupełnie innego.
  • Często zupełnie świadomie naginamy prawdę. Przyjmujemy tylko tę wygodną dla nas. Przeinaczamy, upraszczamy. Za prawdę uznajemy swoją własną interpretację rzeczywistości. Prawdą nazywamy swoje przypuszczenia i domysły. W dzisiejszych czasach coraz bardziej przyjmujemy rzeczywistość wirtualną na równi z tą realną. Żyjąc jednocześnie w realu i online, sami stajemy się na poły realni. Za prawdę przyjmujemy opis faktów zaprezentowany nam przez media. Ponieważ każde media inaczej przedstawiają te same wydarzenia, inaczej je oceniają, co innego akcentują i przemilczają, mamy zupełnie inne poglądy. Szybko prowadzi to do konfliktów. Wydaje się nam, że to my mamy rację, a cała reszta perfidnie kłamie.
  • Arcykapłani i starsi ludu zażądali od Jezusa, by zadeklarował się wyraźnie, za kogo się uważa. Nie byli jednak zainteresowani prawdą. Przecież już tyle razy rozmawiali z Mistrzem z Nazaretu, tyle raportów spłynęło na ich biurka, tyle świadectw usłyszeli. Oni nie szukali prawdy, tylko pretekstu do zamknięcia na zawsze tych ust, które wypowiedziały tyle niewygodnych słów. Jezus jednakże dał im kolejną szansę, by w końcu mogli skonfrontować się z prawdą. Zadał  im pytanie o Jana Chrzciciela. Arcykapłani jednakże ani przez moment nie zastanawiali się, kim był Jan. Nawet nie zbadali swych serc, by poznać jaki był ich stosunek do syna Zachariasza. Ich umysły wyłącznie analizowały wszystkie możliwe odpowiedzi, by spośród nich wybrać tę najwygodniejszą dla siebie. Żadnego poszukiwania prawdy! Gdy okazało się, że jakakolwiek odpowiedź mogła przedstawić ich w złym świetle, świadomie opowiedzieli się za jawnym kłamstwem, ogłaszając swoją ignorancję w tej kwestii. A przecież oni byli najbardziej kompetentni! Jezus jest w stanie przywracać wzrok ociemniałym, ale na taką ślepotę nic nie mógł zaradzić. Cokolwiek by powiedział, zostałoby to zakwestionowane.
  • Proszę Cię Jezu, bym zawsze stawał wiernie po stronie prawdy. Nawet tej przykrej, niekorzystnej i nieprzyjemnej. Wszak sam o sobie powiedziałeś, że jesteś Prawdą. Żyć w prawdzie to spotkać się z Tobą.

Ewangelia (Mt 21, 23-27)

Skąd pochodził chrzest Janowy?

Gdy Jezus przyszedł do świątyni i nauczał, przystąpili do Niego arcykapłani i starsi ludu, pytając: «Jakim prawem to czynisz? i kto Ci dał tę władzę?»

Jezus im odpowiedział: «Ja też zadam wam jedno pytanie: jeśli odpowiecie Mi na nie, i Ja powiem wam, jakim prawem to czynię. Skąd pochodził chrzest Janowy: z nieba czy od ludzi?»

Oni zastanawiali się między sobą: «Jeśli powiemy: „z nieba”, to nam zarzuci: „Dlaczego więc nie uwierzyliście mu?” A jeśli powiemy: „od ludzi”, to boimy się tłumu, bo wszyscy uważają Jana za proroka».

Odpowiedzieli więc Jezusowi: «Nie wiemy». On również im odpowiedział: «Zatem i Ja wam nie powiem, jakim prawem to czynię».

Ze spieczonej ziemi

Iz 35,1

  • Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli! Błogosławieni również ci, co doświadczają cienia nocy, pustynnej spiekoty, a wciąż wierzą, że spoczywa na nich Boże błogosławieństwo. Jak Jan można mieć pewność, że właśnie Jezus jest tym oczekiwanym Barankiem Bożym. W tym samym momencie można jednakże przeżywać bolesne wątpliwości. «Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać?» Czy skok w przepaść wiary jest rozsądnym wyborem? Czy oddanie życia doczesnego nie wiąże się ze zbyt dużym ryzykiem, gdy nie dostrzega się życia wiecznego przez kotarę śmierci? Czy warto iść pod prąd, gdy tak realne jest zagrożenie bycia zdeptanym?
  • Chwile namacalnego doświadczenia Boga, usłyszenia Jego głosu są niezapomnianym przeżyciem. Potrafią dodać mocy na długie lata. Wiara rośnie, gdy na własne oczy widzi się, jak niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci zostają oczyszczeni, głusi słyszą, umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się Ewangelię. Zazwyczaj są to jednak tylko przebłyski światła. Zagubione oazy zieleni w bezgranicznej martwocie pustyni.
  • Żeby przejść od oazy do kolejnej studni wody żywej, przebyć wypada wiele kilometrów spieczonej ziemi. Niezaspokojone pragnienie wody wysysa wolę życia. Pan zapewnia mnie, że błogosławiony jest ten, kto nie zwątpi w Niego. Nie daje jednak forów. Ciemna noc wiary jest dłuższa niż noc polarna. Jan Chrzciciel zamknięty w lochach, nie mógł słyszeć na własne uszy nauczania Jezusa, nie mógł napawać wzrok widokiem nieziemskiej radości uzdrowionych, nie nasycił się cudownie rozmnożonym chlebem. Do ostatniej chwili swego życia skazany był na mrok ciemnicy.
  • Tak i wy bądźcie cierpliwi i umacniajcie serca wasze, bo przyjście Pana jest już bliskie. Mobilizuje mnie Jakub. Pan jest blisko, ale tysiąc lat w Jego oczach jest jak wczorajszy dzień, który minął albo straż nocna. Moja cierpliwość ma się nijak do Jego cierpliwości. Czekam zatem, bo cóż innego może mi podpowiadać moja wiara? Czekam, dopóki nie spadnie deszcz wczesny i późny. Deszcz Jego łask, lekkiego powiewu Jego obecności.
  • Pokrzepcie ręce osłabłe, wzmocnijcie kolana omdlałe! Powiedzcie małodusznym: odwagi! Nie bójcie się! Jeszcze tylko parę kroków, może jeszcze jedna wydma do pokonania. Wkrótce kolejne święta! Może w końcu i ja dojrzeję do radości? Może i ja dojrzę wyraźnie chwałę Pana, wspaniałość naszego Boga? Nawet najmniejszy w królestwie niebieskim jest wszak błogosławionym. Wierzę w to i wciąż ufam.

Czytania na dziś

Z ogniem w sercu

Syr 48,1

  • Trafiłem w sieci na artykuł, który przedstawiał dane statystyczne dotyczące religijności w 34 krajach europejskich. Uderzyło mnie to, że Polska była na pierwszym miejscu, jeśli chodzi o uczestnictwo w praktykach religijnych. Aż 61% Polaków zadeklarowało, że regularnie bierze udział w liturgii. Zdeklasowaliśmy tutaj całą Europę. Potwierdza to widok pustych świątyń na zachód od Odry, niejednokrotnie przerabianych na muzea. Moją dumę jednakże utrąciły dane przedstawiające odsetek ankietowanych wierzących z niezachwianą pewnością w Boga. Tutaj w rankingu spadliśmy na łeb na szyję, zajmując 9 miejsce. Tylko 29% Polaków swoją wiarę traktuje serio. Coraz bardziej stajemy się narodem praktykującym, lecz niewierzącym. Udział w praktykach religijnych dla coraz większej grupy społeczeństwa staje się wyłącznie tradycją, rutynowym zwyczajem lub przykrym obowiązkiem. Przy takim podejściu nie dziwi mnie, że sakramenty i modlitwy nie mają większego wpływu na codzienne życie. Nie uświęcają. Ledwie przekroczymy próg kościoła,  zaczynamy swoją normalną podłą robótkę w relacjach międzyludzkich. Obmawianie, złośliwości, oszustwa, agresja… Nieustająca wojna polsko-polska.
  • Odchodzenie tylu młodych ludzi od Kościoła i wiary jest naturalną konsekwencją takiej postawy praktykujących-niewierzących. Szczególnie młodzi ludzie są wyczuleni na wszelką obłudę, fasadowość i pustosłowie. Obserwując nas, nie dostrzegają większego sensu w uczestniczeniu w takim przedstawieniu,  gdzie aktorzy zapomnieli dawno swych ról.
  • Nie mając w sercu autentycznej wiary i miłości do Boga, mam w piersiach zimny głaz. Tymczasem świat, ci wszyscy zagubieni ludzie wokół mnie, z niemą rozpaczą poszukują ciepła. Kościół dziś potrzebuje nie tyle zadeklarowanych katolików ile autentycznych świadków. Mam nieść żar miłości. W moich oczach ma być ogień autentycznego zapału religijnego (nie mylmy tego z fanatyzmem). Mam być dla swoich dzieci i znajomych z pracy Eliaszem i Janem Chrzcicielem. Oni nie kalkulowali czy większość ich w tej chwili popiera. Nie sprawdzali, czy ich poglądy są po myśli słuchaczy, czy będą przychylnie przyjęte. Ich słowa płonęły jak pochodnie, bo były wyrazem tego ognia miłości, który płonął w ich sercach.

1. czytanie (Syr 48, 1-4. 9-11)

Eliasz przyjdzie powtórnie

Powstał Eliasz, prorok jak ogień, a słowo jego płonęło jak pochodnia. On głód na nich sprowadził, a swoją gorliwością zmniejszył ich liczbę. Słowem Pańskim zamknął niebo, z niego również trzy razy sprowadził ogień.

Jakże wsławiony jesteś, Eliaszu, przez swoje cuda i któż się może pochwalić, że do ciebie jest podobny? Ty, który zostałeś wzięty w wirze ognia, na wozie zaprzężonym w ogniste rumaki. O tobie napisano w karceniach dotyczących przyszłości, że masz uśmierzyć gniew, zanim zapłonie, by zwrócić serce ojca do syna i pokolenia Jakuba odnowić.

Szczęśliwi, którzy cię widzieli, i ci, którzy w miłości posnęli, albowiem i my na pewno żyć będziemy.