Pod gałęziami figowca

  • Spoglądam na figowiec za wskazaniem Pana i się zastanawiam. Mógłbym zerwać parę listków figowych, by przysłonić nagą prawdę o sobie i odejść. Ale Pan koncentruje moją uwagę na pąkach. Ani nie piękne, ani smakowicie wyglądające. Moja wyobraźnia już jednak widzi w nich smaczne figi. Słodycz rozlewa się w ustach na samo wspomnienie konfitury z fig, których słoik niedawno spałaszowaliśmy. W tej chwili jednakże drzewo może mi dać co najwyżej figę z makiem. Muszę uzbroić się w cierpliwość. Doczekać się owocowania i czasu zbiorów. Choć kubki smakowe domagają się natychmiastowych wrażeń, wiem, że po wiośnie musi przyjść lato. To nieuniknione, choć rozłożone w czasie.
  • Moje owocowanie też ma swój czas. Jeśli otworzyłem się na ziarno Słowa Bożego, ono w końcu zakiełkuje. To naturalna kolej rzeczy. Gleba może być licha, deszczów łask jednak nie braknie. Słowo wypowiedziane nie wraca do ust, lecz poszerza wciąż krąg swojego oddziaływania. Królestwo Boże – dźwiękowa fala uderzeniowa, doskonała harmonia, do której dostraja się cała rzeczywistość.
  • Potrzeba jedynie czasu i cierpliwości z mojej strony. Bym nie zniechęcał się widokiem lichych pączków, cierpkością niedojrzałych jeszcze owoców. Od samego początku, od pierwszego zielonego listka przebijającego się przez twardą skorupę gruntu, muszę mieć na uwadze ostateczny cel tego wszystkiego. A wtedy niebo i ziemia może przeminąć, świat cały runąć, lecz w sercu pozostanie pewność, że czas płynie nieubłaganie wciąż w tym samym kierunku. Nie cofnie się, ani nie zatrzyma. Królestwo Boże jest już blisko.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *