Z duchem nieczystym

Wpierw przeczytaj: Łk 4, 31-37

The_Scream

Wewnętrzny niepokój może trwać na tyle długo, że przyzwyczajam się do tego podminowania. Wydaje mi się, że wszystko jest w porządku, podczas gdy granat we wnętrzu czeka tylko na byle drobiazg, który wyciągnie zawleczkę. Wkrótce następuje niespodziewany wybuch. Nagły lęk, agresja, irytacja, niejako bez przyczyny. Gdy tylko się uspokoję, uzmysłowię sobie, że cała ta afera była zupełnie bez sensu, powracam w stan pozornego spokoju. Bo to „coś” we mnie ciągle czyha. Tłumione, nienazwane. Też tak może masz?

W tym stanie można chodzić do kościoła. Można się nawet modlić. Choć trudno o skupienie. Łatwo mnie irytuje fałszujący organista, nudne kazanie, biegające dzieci, brak skupienia innych. Przychodzi myśl, że właściwie po co to wszystko, to wyłącznie strata czasu…

Innym razem, gdy spostrzegam jak inni wokół mnie doświadczają radości ze spotkania z Panem, huczą śpiewy, szmer modlitwy językami, w moim sercu i umyśle nie znajduję nic pozytywnego – tylko pustkę wypełniającą się szybko zazdrością i złością. I chciałbym zakrzyknąć w końcu: „Czego chcesz od nas, Jezusie Nazarejczyku? Przyszedłeś nas zgubić?” Ale i na to nie potrafię się zdobyć, gdyż to „coś” co we mnie siedzi, zaciska mi zęby.

Nie twierdzę od razu, że to zły duch, opętanie. Warto jednak zrobić porządny rachunek sumienia. Jaki cień nieczysty mąci mego ducha?

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.