Pierwsza niedziela adwentu.

W ten weekend wraz z całą rodziną byliśmy w Warszawie. Wieczorem, wracając z Centrum Kopernika, zauważyliśmy pewne poruszenie pod hotelem. Zajechała tam dłuuuga limuzyna oczekując na wyjście z hotelu swego przyszłego pasażera. Musiała już tam stać dłuższą chwilę. Celebryta wyraźnie się nie spieszył. Jakby podgrzewał atmosferę. Wokół biegali podekscytowani dziennikarze z aparatami fotograficznymi. Szukali najlepszych pozycji do dobrego ujęcia.
Na drugi dzień, przed innym luksusowym hotelem, widziałem podobną scenę. Elegancka para wychodzi z budynku. Pan niedbałym ruchem podnosi rękę. Kierowca przejeżdżającej właśnie taksówki natychmiast zawraca, by zatrzymać się tuż przed parą, która nawet na chwilę nie zwolniła kroku.
Jedni czujni, uważni. Drudzy nonszalanccy, żyjący chwilą obecną. I właśnie ci pierwsi potrafią być gotowi na każdą chwilę, gdyż ci drudzy oduczyli się czekać.
Adwent to czas oczekiwania. Święty Bernard mówił o trzech przyjściach Jezusa. Pierwsze w Betlejem, trzecie w dniu ostatecznym. Drugie zaś bezustannie dokonuje się tu i teraz. Jezus jest Panem, który był, który jest i który przychodzi.
Niech ten Adwent będzie czasem, kiedy wzmocnię w sobie czujność godną paparazzich. Niech dostrzegam Jezusa i Jego działania wokół siebie. Życzę też sobie i tobie gotowości i cierpliwości taksówkarza. Bym był gotowy do służby na każde skinienie ręki.

Tylko tak dalej.