Wy dajcie im jeść

Mk 6, 37a

  • Problem głodu i ubóstwa. Choćbym nie wiem jak starał się go usunąć ze swojej świadomości, nie sposób go przeoczyć. Głód i bieda same wciskają się przed otwarte oczy. Dla własnej wygody i bezpieczeństwa nie zamierzam całe życie chować głowę w piasek. Nie chcę też żyć w złudnej bańce samozadowolenia. Jezus daje mi najlepszy przykład. Gdy Jezus ujrzał wielki tłum, zlitował się nad nimi, byli bowiem jak owce niemające pasterza.
  • Najczęstszą postawą ucznia jest typowa „spychologia”. Jezu, Ty się tym zajmij! Odpraw ich jak najdalej od nas, by w końcu zadbali sami o siebie i za uczciwie zarobione pieniądze kupili sobie coś do jedzenia. My mamy swoje własne problemy więc niech nie zatruwają naszego życia swoimi.
  • Lecz On im odpowiedział: «Wy dajcie im jeść!» Gdy sumienie nie pozwala przejść obojętnie wobec tego wezwania, zaczynamy „kombinować” jak rozwiązać ten problem najszybciej i najwygodniej. Apostołowie błyskawicznie oszacowali liczbę potrzebujących i wyliczyli kwotę potrzebną do zakupienia odpowiedniej ilości żywności. Wyszła im spora sumka, bo około 25 tysięcy współczesnych nam złotych. Ta kwota z pewnością uszczupliłaby ich oszczędności. Z pewną nieśmiałością przedstawiają ją Jezusowi. Może On uzna, że tę kwotę można zachować na poważniejsze wydatki, niż nakarmienie kilku tysięcy głodomorów? Może poleci wydać mniej? Tak samo i my chcemy dzisiaj uspokoić swoje sumienia „dobrowolną” wpłatą na cele charytatywne. Przecież rzucamy na tacę co niedzielę. Ktoś inny z fanfarową dumą przeznacza na potrzebujących tradycyjną „dziesięcinę”. Przecież wysłanie przelewu jest o wiele skuteczniejsze i wydajniejsze niż wzięcie pod pachę niedomytego żebraka, by go nakarmić…
  • On ich spytał: «Ile macie chlebów? Idźcie, zobaczcie!» Symptomatyczne jest, że apostołom policzenie pięciu chlebów i dwóch rybek zajęło więcej czasu, niż wykalkulowanie 200 denarów. Musieli się nawet upewniać, jakby te chleby same chowały się pod pazuchami. Dopiero osobiste zaangażowanie, odjęcie sobie chleba od ust oraz wejście z nim pomiędzy gromady głodnych zaowocowało prawdziwym cudem Jezusowego błogosławieństwa. By apostołowie dobrze zapamiętali tę naukę, każdy z nich otrzymał po jednym koszu ułomków i rybich ości.
  • Nawet jeśli moje osobiste zaangażowanie wydaje mi się nieefektowne i nieefektywne jak pięć małych chlebków lub puszka szprotek wręczana żebrakowi przy wychodzeniu z dużych zakupów w hipermarkecie, jeśli okraszona jest moją miłością i troską, zwielokrotni się w dłoniach Jezusa. O wiele bardziej niż moje dobre rady, czy rzucony dla świętego spokoju lub z przyzwyczajenia grosz na tacę. Wśród biednych bowiem mam szansę dostrzec swoje ubóstwo, zrozumieć, że wszystko co mam, zawdzięczam wyłącznie Bogu. Tu łatwiej uwolnię się od swego samozadowolenia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.