Przytul

2 Kor 1,1-7

You're here!

Bóg jest miłością. Nasza miłość jest niejako nieudolnym szkicem Boga, jakim obdarzamy siebie nawzajem. Cokolwiek czynimy szczerze z miłości, autentycznie upodabnia nas to do Boga. Również czułe gesty, delikatny dotyk. Przecież Bóg też pragnie takiej czułości względem nas, skoro stał się człowiekiem. W Nazarecie uświęcał rodzicielskie pieszczoty, mocną dłoń Józefa, będącą podporą; wtulał się jako dziecko w ramiona swej Matki. Nauczając w Galilei i Judei szczodrze obdarzał swoim uzdrawiającym dotykiem nawet trędowatych. Brał dzieci w ramiona. Janowi pozwalał spoczywać na swej piersi. Ostatecznie Eucharystia, czyż nie jest niezwykle intymnym spotkaniem? Łamiącym wszelkie bariery bardziej niż francuski pocałunek?

Tymczasem czułość odchodzi powoli w zapomnienie. Choć gęstość zaludnienia wzrasta i tak bardzo zależy nam by być bez przerwy online, bo chcemy być ciągle w kontakcie z innymi.

Stajemy się archipelagiem samotnych wysp.

Myślę, że to nie przypadek, że słowa o wzajemnym pocieszaniu padły w liście do synów i cór Koryntu. W zepsutym świecie, tym bardziej potrzebujemy ludzkiego traktowania. Dobrego dotyku, niezakłamanych relacji. Osobistego kontaktu i wzajemnego poszanowania.

Miłosierny Jezus dobrze wie, że nie zawsze słowa wystarczą. Nawet najprawdziwsze i najdelikatniejsze. Szczególnie, gdy jestem pogrążony w smutku i przytłacza mnie samotność. Dlatego nie waha się mnie przytulić, objąć ramieniem i głaskać po głowie. Czyni to jednak dłońmi drugiego człowieka. Bóg wszelkiej pociechy pociesza mnie, stawiając u mego boku bliskich. Ten impuls, który popycha ich do mnie, jest Jego natchnieniem.

To natchnienie wzbudzasz także w moim sercu. Pragniesz, bym niósł humanitarną pomoc ofiarom tsunami na archipelagu samotnych wysp.

Potrzebuję innych, by czuć się w pełni błogosławionym – szczęśliwym. Inni potrzebują mnie, by doświadczyć Bożego błogosławieństwa.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.