Trudne chwile po prostu zdarzają się. Jest to naturalna kolej rzeczy. I dotyczy to nie tylko prześladowań. Taka jest konsekwencja moich wyborów, praw natury, zwłaszcza mojej ludzkiej – skażonej grzechem pierworodnym. Trudności zdarzają się, czy chcę tego, czy nie. To jest często ode mnie niezależne. Moim i twoim zadaniem jest godnie stawić trudnościom czoła. Jak owa machabejska rodzina.
Jest ich siedmiu. A więc w znaczeniu biblijnym – wielu. To nie jest tak, że tylko my mamy pecha. Że zły uwziął się jakoś szczególnie na mnie. Że ta właśnie pokusa krąży dokoła, czyhając aby pożreć właśnie mnie. To nie jest tak, że walkę toczę sam. Mam wielu braci i Matkę Kościół. I to nie tylko jako kibiców, sędziów widowiska wewnętrznej walki. Ale współtowarzyszy znojów. Zacnych sojuszników.
A pokusa może być kusząco banalna. Czy świat się zawali jeśli przekąszę troszkę wieprzowiny? Przecież tu nie chodzi o publiczne palenie krzyży, zabijanie współbraci czy profanację najwyższych wartości. Nie na darmo się mówi, że diabeł tkwi w szczegółach.