Mądrość usprawiedliwiona przez czyny


Piątek w 2 tygodniu Adwentu.

Jakże to niezwykły widok siedzieć naprzeciwko tylu mężczyzn w różnym wieku i u każdego dostrzec obrączkę na palcu. To rzadkość w dzisiejszych czasach. Taką uwagą podzielił się ze mną jeden z uczestników rekolekcji dla nadzwyczajnych szafarzy Najświętszego Sakramentu, w których właśnie uczestniczę. To błogosławiony czas doładowywania duchowych akumulatorów. Również dzięki temu, że przebywa się w gronie ludzi podobnych, którzy potwierdzają moje życiowe wybory. Jakże to potrzebne w sytuacji odwrotnej. Gdy jestem jedynym tańczącym w gronie płaczących. Albo jedynym płaczącym przy wtórze rozweselających fletów.

Często staję w konieczności obrony własnego zdania. I to nie tylko w fundamentalnych sprawach wiary. Gdy ma się dojrzewających synów, którzy właśnie są w fazie krystalizowania się własnych poglądów, toczyć spory można o wszystko. Nawet o kolejność dni tygodnia. Czy ilość potrzebnego snu. Można przerzucać się argumentami. Można wytoczyć najcięższy z nich: Bo tak! Ale czy to coś da?

Mądrość prawdziwa, którą z dziada pradziada, przez ojca, przejmuje się jako własną, usprawiedliwia się sama. Taką mądrość pragnę przekazać mym synkom. Nie przez logistyczne pojedynki słowne.  Tu dzięki genom prawniczym po dziadku szybko wezmą górę nade mną. Ale przez przykład własnych czynów i postaw.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *