Miejsce w szeregu.

Wpierw przeczytaj: Rz 12, 1-2 Mt 16,21-23

17th Special Operations Squadron conducts full-force training

Piotr chciał dobrze. Jak przystało na prawdziwego mężczyznę, sypnął z rękawa praktycznymi poradami. W końcu i w jego interesie było, by jak najszybciej i bezboleśnie Jezus zaprowadził w Izraelu swoje królestwo. Pobożne mrzonki o cierpiącym Słudze Jahwe można było zostawić fantastom na pustyni. Nie po to zmienił swego mistrza z Jana Chrzciciela na obdarzonego niezwykłą mocą Jezusa.

Zamiast zrozumienia i wdzięczności za głos rozsądku, ze zdumieniem spostrzegł odwracającego się Mistrza. Zza barczystych pleców usłyszał władcze: Zejdź mi z oczu! (dosłownie w greckim oryginale: Stań za mną!) Wróć na swoje miejsce w szeregu, uczniu! To ja jestem tym, który prowadzi. Ja znam właściwą drogę. Jeśli myślisz inaczej, to się grubo mylisz, matole. Mącicielu. To nie ty jesteś od pouczania.

Za każdym razem, gdy w swej naiwności, wydaje mi się, że wiem lepiej co jest dla mnie lepsze, jak Piotr wyrywam się przed Pana i chcę prowadzić. Jak szalony pasażer wyrywający pilotowi stery samolotu. Szczególnie uczulony jestem na pomysły związane z poświęceniem samego siebie. Bycie ofiarą to obelga. Obiekt codziennych zniewag i pośmiewiska. Świat ma już wyrobioną opinię na ten temat. Jakże odmienną od ewangelicznego przesłania.

Pokusa, by dostosować to przesłanie dla własnej wygody jest przemożna. To alegoria, dzisiejsze realia są zupełne inne. Życie polega na roztropnym poszukiwaniu kompromisów. Wszyscy mówią co innego więc chyba nie mogą się mylić. Przecież nie będę robił z siebie pośmiewiska. Przestrzeganie tego unieszczęśliwia mnie, a Bóg przecież nie może chcieć sprawiać mi ból…

I tak wraz ze światem znajduję usprawiedliwienia, by toczyć się w swym szalonym biegu. Bez sensu, bez norm. Jak w ulubionej przeze mnie absurdalnej komedii „Czy leci z nami pilot?”

Zostaję w tym cyrku, czy ustawiam się grzecznie w szeregu? Za Jezusem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.