Czwartek w 33 tygodniu zwykłym.

W dzisiejszych czytaniach jest dwa razy mowa o płaczu. Zapłakał Jan z bezradności widząc zapieczętowany zwój. Być może z listą przeznaczonych do zbawienia. Zapłakał też Jezus nad ukochaną Jerozolimą, która nie rozpoznała swojej szansy.
W czytaniach dwukrotnie mowa też jest o zwycięzcach. Zwycięski Tytus zdeptał zbuntowaną Jerozolimę nie zostawiając w niej kamień na kamieniu. Triumfujący wódz miał wkrótce zostać rzymskim imperatorem i panem świata. Jest też zwycięski Baranek, jakże odmienny od cesarza. Wszak został zabity i zapłacił Bogu Swoją krwią. Baranek, który jednak jest Lwem. On jeden jest godzien królować nad każdym pokoleniem, językiem, ludem i narodem. Również nade mną i tobą.
Tytus Flawiusz zmarł po dwóch latach panowania. Zmogła go febra lub trucizna podana przez młodszego brata. Upadło również Cesarstwo Rzymskie spełniwszy swoje zadanie. Wielcy tego świata przychodzą i odchodzą. Cesarstwa wybuchają swoją potęgą jak Wezuwiusz, by wkrótce pokryć się popiołem upadku.
Tylko Baranek trwa. I trwa Jego panowanie. Tak samo niezmienne jest Jego upodobanie w swoim ludzie. I nawet jeśli czasami Jego serce płacze nad moim upadkiem, zawsze jest to serce pełne miłości.
Dlatego z pokorą uznaję Go za swojego Pana. Pełen ufności w ostateczne i wieczne zwycięstwo pod takim Wodzem, cieszę się i raduję swym Królem.
